12 listopada 2016

22. Lotosy


Liczę na odzew pod poprzednim postem. To dla mnie bardzo ważne.
Do wszystkich, którym coś obiecałam: powoli wracam do żywych, stopniowo komentuję, nie zapomniałam, nie rzucam słów na wiatr, wpadnę i zostawię po sobie ślad. Niektórych komentarzy nie chcę pisać na odczep, jak np. u Dusi. To Malec. Zwykła miniaturka wywołała tyle emocji, że dla kogoś spoza fandomu byłoby to niezrozumiałe.
..................................

† † †
Radio wciąż jest włączone, a grająca obecnie ballada wprowadza mnie w dziwny nastrój. Mam ochotę  się kołysać i mruczeć pod nosem. Znów zaczynam myśleć o skrzydłach i byciu Aniołem Ciemności. Niespokojnie czyszczę paznokcie, nie wiedząc, co zrobić z rękoma.
 Jeszcze pamiętam stare, dobre czasy, gdy jako Stróż sprawowałem się nie najgorzej. Przypominam sobie Krystynę, moją pierwszą i najbliższą podopieczną. Mam nadzieję, że nigdy nie zapomnę jej szerokiego, perlistego uśmiechu i niespotykanych wręcz tendencji do wpakowywania się w kłopoty, godnych najsłynniejszej heroiny. Nie da się wymazać z pamięci tak dziarskich i zarażających optymizmem staruszek, które, choć nie dają swoim opiekunom odpocząć, przynoszą ogromną satysfakcję. Tak, satysfakcja. Odległa.


Anioł Ciemności bez pana jest wprawdzie wolny, lecz jednocześnie dziwnie pusty, wyalienowany i osłabiony. Niemal niczym upadły anioł. Tak się czuję. Potrzebuję mocy jak nigdy wcześniej, a historia z pozytywką tylko potwierdziła nieśmiało snute podejrzenia — z moim darem dzieje się coś niepokojącego. Wojna zbiera żniwo. Tylko dlaczego tak szybko? I dlaczego znów dopadła akurat mnie? Czy warto jeszcze raz zajrzeć do listy od matki małego Queera?
Czyjś telefon zaczyna dzwonić. Nie podrywam się ani nawet nie reaguję łagodniej, wiedząc, że to na pewno nie mój. Wyjątkowo irytująca melodia wskazuje na anioła. Dominique, nique, nique s'en allait tout simplement, routier, pauvre et chantant.
— Jeśli odbierzesz, k i e r o w c o, to nie ręczę za siebie — mówi Lena, zaskakująco stanowczo. Kolejna z twarzy podwójnej żałoby?
 En tous chemins, en tous lieux. Il ne parle que du bon Dieu,il ne parle que du bon Dieu*.
— Nie wyjeżdżaj, słońce, od razu z jakimiś oskarżeniami. Wcale nie zamierzałem — broni się Artificem, nie zatrzymując samochodu, ale prowadząc go dalej, wcale jednak nie ignorując połączenia. — Sprawdź chociaż kto to. Przednia kieszeń po twojej stronie. Nie powinnaś być więc głęboko zgorszona przez przez macanie moich ud czy coś w tym stylu. A możesz się trochę powyginać, skoro to kłucie w lewym boku już dawno ci nie dokucza.
Kłucie w lewym boku... Jak dobrze, że już niemal o tym nie wspominają. 
Obserwuję, jak dziewczyna nachyla się i posłusznie wyciąga komórkę anioła. Krótko zerka na wyświetlacz i oświadcza:
— Pani Connelly. Zignorować? Odebrać i powiedzieć, że potem oddzwonisz?
— Jak wolisz. Luz, to tylko babcia — oznajmia Artificem.
Wzdycham cicho pod nosem, gdy skręcamy w boczną uliczkę, która nie dość, że jest wąska, to jeszcze dziurawa. Samochód nieznośnie podskakuje, a śmiertelna cisza już zupełnie odchodzi w zapomnienie.
— Dlaczego masz ją tak zapisaną? — pyta Mikler, trzymając duży, dotykowy telefon anioła z taką miną i niepewnością, jakby nie wiedziała, do czego służy.
— Powiedzmy, że przypomina mi pewną postać fikcyjną... Nigdy nie oglądałaś Starsza pani musi zniknąć? — Stróż wielce się dziwuje, a w lusterku widzę jego teatralnie wykrzywioną twarz. Ostro zarysowana szczęka i nos godny Pinokia w okresie dojrzewania zahaczają o karykaturę.
— Babcia kojarzy ci się ze staruszką z czarnej komedii, którą wszyscy chcieli... umm... zaszlachtować? — mruczy Lena. — Miło.
— No trochę... ale i tak kocham ją najbardziej na świecie, bo to cudowna i silna kobieta, która mnie wychowała. — Szczere wyznanie Ty’a mnie co najmniej zaskakuje. Znów czuję się jak piąte koło u wozu.
— Och, nie wiedziałam… — zapewnia dziewczyna. — I czuję się z tym naprawdę źle.
— No co Ty nie powiesz? Czy cokolwiek o mnie wiesz? O rodzicach? Rodzeństwie? Związkach? Nie. I daj spokój, niepotrzebne ci to do szczęścia. Mnie też nie. Są rzeczy ważne i ważniejsze. Panna Conelly poczeka. 
To kolejna z rozmów, której prawdopodobnie nie powinienem słyszeć. A już na pewno bym nie chciał.
— Przeskoczyłeś na pannę Connelly? — Lena jest wyjątkowo rozmowna, trochę zmanierowana, za wszelką cenę chcąca przykleić uśmiech do zapłakanej twarzy.
— No wiesz, ona jest Stróżem jak i ja, więc jako anielica mogła zatrzymać okres starzenia się swojego ciała. I, widząc mnie, na pewno już podejrzewasz, że niezła z niej laska. I masz cholerną rację.

† † †
 Gdybym spotkał człowieka, któremu gęba cieszy się przy odwiedzaniu zwykłego sklepu spożywczego, wziąłbym go za wariata. To dopiero hipokryzja. Godna Milana Montero. Nie wierząc, co robię, stoję wprawdzie nieruchomo, ale ze słabo ukrywanym podekscytowaniem rozglądam się dookoła, lustrując półki z żywnością. Nikt nie zabroni mi opuszczać schronu, ale nie wyobrażam sobie zwyczajnego zwiedzania i normalnego życia w tym rozgardiaszu. To byłoby dziwnie nie w porządku, nie na miejscu. Już lepiej tłoczyć się w przeludnionej noclegowni, słuchając chrapania Artificema. Nie doszukuję się u siebie resztek honoru, tylko chłodno kalkuluję.
 Artificem czeka za sprzedawcą, niespokojnie się kręcąc. Wystukuje na blacie dobrze znaną melodię. z późnego dzieciństwa. Zaczynam śpiewać w myślach: Nocą stare cmentarzysko zmienia się w obozowisko. Trupie czaszki z okolicy to półmiski tej dziewicy. Zauważam, że Lena wpatruje się w żylaste, ale smukłe dłonie Artificema, jakby chciała o coś spytać, jednak uparcie milczy, nie odstępując od dawnej melancholii.
— Co się dzieje? — szepczę do anioła. — Znam cię na tyle dobrze, by wiedzieć, że już dawno powinieneś krzyczeć ze zniecierpliwienia, kląć i wyzywać.
— Już zapomniałeś, gdzie jesteśmy, Palpatine? — odcina Stróż, używając imienia bądź nazwiska, które z niczym mi się nie kojarzy. 
— Jak pamiętam, wcześniej byłeś po Tenebris tylko raz. Nie wierz podręcznikom głoszącym, że to jedno wielkie zbiorowisko morderców, którzy za byle co potraktują cię tomahawkiem. Żyłem tu. Wiem, co mówię.
— Może kiedy indziej... gdy będziemy s a m i — mruczy Artificem gardłowym głosem, lubieżnie oblizując wargi.  Lena jest z nami, nie będę ryzykować — syczy, odwracając ode mnie wzrok i kończąc w ten sposób rozmowę.
Oparłszy się leniwie o sklepową ladę, wymownie przewracam oczami. Gdzie ten sprzedawca? Nikt nie musi nic psuć, by plan na samym początku okazał się zupełnym nieporozumieniem? Nadal nie wiem, o co dokładnie chodzi z Drzewskim. Może chociaż wcześniej wrócimy i nie będę musiał głowić się nad wymówkami, które pozwolą mi spokojnie zdążyć nad Jezioro Szeherezady. 
Kiedy już tracę nadzieję, wyłania się młody mężczyzna o śniadej cerze i komicznie przy nich wyglądających, tlenionych włosach. Sprzedawca wcale się nie spieszy. Spokojnie podchodzi do lady. Jego wzrok zatrzymuje się dłużej tylko przy Lenie. Ale i tak o wiele krócej, niż powinien.
Odwracam głowę w stronę Ty'a. On wie, Ty, on wie. Wie, Ty, co tu robimy. Artificem kiwa głową, próbując nie okazywać emocji.
— Pan Artificem, panna Vivere... och, nawet pan Montero — wita się sprzedawca. Ma niski głos lektora w podeszłym wieku. — Zapewne zastanawia się pan, skąd pana znam. — Dokładnie. — Jest pan bardzo podobny do matki. Te oczy... Jak pana matka się czuje? Och, przepraszam... to pytanie było wysoce niestosowne. Przejdźmy więc do rzeczy. Nie przyszli państwo pogawędzić sobie o pogodzie, prawda?
Wbijam wzrok w ladę, nie wiedząc, gdzie go podziać. Ten mężczyzna wie więcej, niż myślałem. O wiele więcej. Zna nasze słabe punkty. Ty, raz, ten jeden raz, proszę cię, byś się odezwał. Byś zaczął trajkotać od rzeczy. Byś zachowywał się jak rąbnięty koleś spod monopolowego. Ten jeden raz, kiedy ja wyrażam się zupełnie inaczej niż zawsze, bądź sobą.
— Pierwsze koty za płoty... przełamane pierwsze lody — zaczyna Artificem, a moje dłonie drżą, jakby chciały bić mu energicznie brawo. — Nie musimy się więc już bawić w podchody. Dochodzi druga po południu, prawda? Nie mamy czasu. Byłby więc pan ł a s k a w przedstawić swoją cenę? Zapewniam, że jesteśmy otwarci na propozycje, bo bardzo zależy nam na pilnym skontaktowaniu się z panem Drzewskim.
Wcześniej typowałem Lenę na grupowego dyplomatę. Jednak, widząc anioła w akcji, już rozumiem, czego Mikler brakuje. Dziewczyna stara się być poprawna, pamiętać o uczciwości. Natomiast Ty przekroczyłby wszystkie granice, by osiągnąć cel. Wiem, że jeśli będzie trzeba, nie zawaha się i będzie grać na uczuciach innych, byle tylko ich do czegoś przekonać. Mikler wolałaby poderżnąć sobie gardło, niż do tego dopuścić.
Świat jest dziwny, bo ludzie są dziwni.
— Niech pan pomyśli. Czy nie lepiej mieć sojuszników po obu Stronach? Co pan zrobi, kiedy Tenebris przegra? I co to w ogóle za interesy ze złoczyńcami? Przestajesz być potrzebny, pif, paf, jesteś trup. Robisz się zbyt niebezpieczny, pif, paf, jesteś trup. Znajdują kogoś lepszego? Pif, paf, jesteś trup. Z nimi to w ogóle wszystko kończy się na kulce w łeb — snuje Artificem pseudo-głębokie przemyślenia. Unosi wskazujący palec. — W najlepszym wypadku.
Sprzedawca unosi sugestywnie brwi. Czuję, że trochę to wszystko zajmie. Może trzeba było dołączyć do Miki i Arcany.
— Czy gdybym był kimś istotnym, spędzałbym prawie całe dnie w sklepie spożywczym? — pyta mężczyzna. — Zostaw Vivere i jej armię. Dzięki kontaktom z Drzewskim sobie dorabiam. Przywódczyni Tenebris nic do tego, skoro już rusza nim jak marionetką.
Co wszyscy mają z marionetkami? I znów ta przeklęta pozytywka. Zapałam nimi równą niechęcią co Magdalena Mikler, choć z zupełnie innego powodu.
— Więc w czym problem? Ty korzystasz, my korzystamy i hasta la vista, baby — mówi Artificem. Jest coraz bardziej swobodny, widząc, z kim ma do czynienia.
— Coraz mniej interesują mnie... dobra materialne. 
— Przestań, pan, gadać jak jakiś szlachcić... i do rzeczy.
Ich rozmowę przerywa pojawienie się małego, góra pięcioletniego chłopca, który wychodzi z zaplecza. Dziecko ma okrągłą, pyzatą buzię i zarumienione policzki. W dłoni trzyma nadgryzioną bułkę, sypią się z niej okruchy. Mojemu małemu Queerowi zapewne też sterczałyby tak włoski. Zaciskam dłonie w pięści, by nie poprawić własnej fryzury.
— Mówiłem ci, szczeniaku, nie do sklepu... — syczy tleniony blondyn, podchodząc.do malca i wyszarpując mu jedzenie z ręki. — I mówiłem, nie jedz więcej tych cholernych bułek przed obiadem. 
Obserwujemy tę scenę w milczeniu, nie wiedząc, jak się zachować. Sprzedawca zaczyna szeptać coś dziecku do ucha. Mina chłopca sugeruje, że wcale nie jest miły i taktowny.
— Jjja nie chcę... nie chcę, tato... — Słyszę przytłumiony jęk.
— Nie pytam ci się, co chcesz. Jazda — dodaje głośniej sprzedawca, popychając chłopca. 
— Nie chcę do domu... sam. Będę tu cicho i będę... 
— Nikt nie pyta cię o zdanie. Santiago, ty mnie lepiej nie denerwuj, bo... — Sprzedawca zaciska dłoń na nadgarstku dziecka.
Obracam się i widzę, jak Artificem pokazuje Lenie, że ma się nie ruszać. Odnoszę wrażenie, że zaraz będzie musiał ją przytrzymać, bo dziewczyna widocznie nie zamierza ograniczać się do słów sprzeciwu. Oni i tamci. Nie wiem, na kim się skupić.
— Nie zmusisz mnie — oznajmia Santiago, siadając po turecku na podłodze. 
Mężczyźnie puszczają nerwy. Podchodzi do dziecka i przerzuca je przez ramię jak worek z ziemniakami. Chłopczyk zaczyna uderzać małymi piąstkami w plecy ojca i energicznie go kopać. 
— Przestać, bo jak ci oddam...
Ale malec jest uparty i nie zamierza słuchać dorosłego. Wyrywa się coraz bardziej i zaczyna przeraźliwie jęczeć. Lepiej nie reagować, nie narażać się. Może i Artificem ma rację. Może to mimo wszystko Tenebris, Strona gorszych odpowiedników, i trzeba uważać. Tu panują inne reguły.
— Ja nie chcę, nie sam... strasznie jest — upiera się chłopiec. 
Ojciec, nie tłumacząc się przed nami, z dzieckiem na rękach rusza ku zapleczu. Gdy malec widzi, że jest na przegranej pozycji, wydaje z siebie kolejny jęk i wbija zęby w odsłoniętą rękę ojca.
Mentalni Queerzy.
Wszędzie.
— Cholera — klnie sprzedawca, zrzucając instynktownie syna. Syczy przez zęby, oglądając poszkodowaną kończynę i krzywiąc się.
Chłopiec ląduje boleśnie na plecach, bliski płaczu. Dziwię się, że nie szlocha histerycznie. Wolę nie myśleć dlaczego. Dziecko czołga się do tyłu, jedną ręką przecierając mokrą twarz. Kuli się i zaczyna osłaniać, jakby był przygotowany na najgorsze. Mężczyzna podąża za nim wolno niczym niespieszący się złoczyńca, który i tak zdąży, choćby ofiara biegła. Kiedy podnosi rękę z oczywistym zamiarem, wiem, że starania Artificema nic nie dadzą.
— To tylko dziecko! — wybucha Lena, próbując się wyrwać, lecz Ty trzyma ją mocno za nadgarstek i nie odpuszcza. Nie powiedziałbym, że szanse są wyrównane. — Co pan... — Nie dokańcza, odwracając głowę, kiedy dłoń Stróża wymierza jej siarczysty policzek.
Co on, do cholery, wyprawia? Jednak jest wariatem. Dostrzegam sprzedawcę wpatrującego się tę dwójkę z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Nic nie rozumiem. Ty ją kocha, kocha jak nikogo innego. Czy to właśnie jest miłość?
Ale Mikler chyba rozumie. Jest zaskoczona, ale tak, ona rozumie. Czuję to. Nigdy nie polegam jednak na domysłach i nie ufam intuicji. Nie myśląc nad problemami z indywidualnym darem, próbuję przeniknąć do umysłu Artificema. Kolejna dawka silnych emocji prawie zwala mnie z nóg. Złość. Rozczarowanie. Smutek. Tęsknota. Strach. Muszę przytrzymać się lady i wziąć głęboki wdech. Zaciskam zęby. Co się dzieje z moją mocą? Myślę, że nie zdołałem przekroczyć bariery, lecz już po chwili słyszę fragment rozmowy, którą odbywają za pomocą telepatii: Rybko, złap przynętę. 
I łapie.
— Przepraszam. Nie powinnam — szepcze Lena, schylając pokornie głowę.

.............................
*Fragment Dominique. 

21 komentarzy:

  1. Podobały mi się wspominki Montera oraz Ty'a. Wspomniana babcia-gorąca laska juz mnie zainteresowała.zatanawiam sie,czy samo wejście pięciolatka tak od razu przerwałoby dość ważna,jak by nie było,rozmowę.gdyby dziecko robiło przy tym sporo hałasu,to tak,ale chyba nie robiło :D w każdym razie ojca ma zdecydowanie zbyt nerwowego.ale ze Ty'owi udało się Lenę poskromić,to jestem pod wrażeniem. Ciekawe,czy koniec końców ta wyprawa bedzie udana czy nie,dość ja rozwlekasz. Co do norki urodzinowej to ja bym chciała konfrontacje Milana z Vivere :p zapraszam na niezaleznosc-hp.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Babcia-gorąca laska, haha. Milan i Vivere... może być ciekawie, pomyślę.
      Dziękuję a komentarz, pozdrawiam.

      Usuń
    2. To Ty tak twierdzi ^^ ja tylo powtarzam jego słowa.
      Tenm duet to mieszanka wybuchowa i dużo dawki bystrych docinków, ale ze świadomością, że nie można przesadzić... Pomyśl, pomyśl. Zapraszam na nowość do mnie ;)

      Usuń
  2. Z leciutkim opóźnieniem, ale jestem i rozdział przeczytałam :D
    Jakoś tak zaczęłam współczuć Milanowi. Nie wiem czemu, nie pytaj. Potem jednak ten chwilowy smuteczek minął, bo oczywiście pojawił się Ty, który jest tak uroczy w swojej beztrosce, że tutaj nie da się wpaść w dłuższą zadumę. On zabija powagę swoimi tekstami! Jak chociażby ten epizod z babcią :D Umarłam :D
    I potem znowu powaga, bo sytuacja w sklepie, której jeszcze nie do końca pojmuję, ale robi wrażenie. Szczególnie postać tego dzieciaka i jego okrutnego ojca. Zaskoczyło mnie zachowanie Ty'a. Leny w sumie też, bo nie sądziłam, że da się opanować - jakkolwiek to brzmi. Jestem ciekawa, co jeszcze przyniesie ta wizyta w sklepie. Czekam z niecierpliwością na nowy rozdział!
    Co do poprzedniej notki i konkursu na opowiadanie - chciałabym bardzo, ale ja niestety odpadam, bo mój czas w ostatnich miesiącach ograniczył się do minimum :( W każdym razie czekam na urodzinowy post z równie wielką ciekawością, jak na ciąg dalszy opowiadania.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma sprawy, nic się nie stało.
      Babcia wygrała rozdział, wnioskuję po komentarzach.
      Rozumiem. :)
      Także pozdrawiam.

      Usuń
  3. Ciekawy rozdział, jeden z ciekawszych jak dla mnie. Choć wszystkie bardzo mi się podobają xD
    Niezmiernie urzekło mnie stwierdzenie Milana. "Świat jest dziwny, bo ludzie są dziwni." Szczera prawda, zgadzam się z tym całą sobą.
    Uwielbiam narrację Milana :D niby jest poważny, ale tak zabawnie XD Kojarzy mi się z takim człowiekiem/istotą, która wisi ponad światem i komentuje zachowania ludzi, ich poczynania i dziwi się im. Zdaje się nie wpasowywać w to wszystko i czuje się, jak sam siebie określi wyalienowany XD (nie wiem czemu, zawsze śmieszy mnie to słowo XD) Uwielbiam go ;3

    Końcówka rozdziału zaskoczyła mnie do tego stopnia, że zastygłam jak żona Lota po zamienieniu w słup soli. Ty spoliczkował Lenę :0 po chwili zaczęłam myśleć, że to jakaś... nwm pułapka na sprzedawcę, jakiś haczyk czy coś. Nie mogłam sobie wyobrazić, że Ty bez powodu by to zrobił. Na Anioła! Nawet jakby miał powód by tego nie zrobił. I chyba się nie pomyliłam z tą przynętą: "Rybko, złap przynętę. 
    I łapie."
    Ciekawa jestem, jak zawsze po skończeniu czytania rozdziału u Ciebie ;) jaki Ty ma plan i czy on zadziała.
    I w ogóle jak rozwinie się ich "przygoda" po stronie Tenebris.
    I co z mocami Milana i tym małym Queer'em? Czekam na dalszy rozwój zdarzeń :3
    Pozdrawiam ciepło, weny i inspiracji życzę :)

    anielskie-dusze.blogspot.com
    cieniste-senne-marzenia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co do poprzedniego postu to tak:
      Chciałabym wziąć udział w konkursie. Nie wiem jak z moim czasem, ale za bardzo lubię pisać, aby nie wziąć udziału :3

      I nie mam pomysłu na post urodzinowy :/
      Generalnie to bym chciała poczytać o Lenie i Arificemie <3 więc to by mógł być mój pomysł, ale nie wiem czy coś takiego Ci odpowiada XD
      W końcu to urki Twego bloga :P (ale fanfick i tak napiszę sobie XDDD)

      Usuń
    2. Hah, humor Milana to stan umysłu. Dziękuję, wzajemnie. Nie mogę się doczekać. :)

      Usuń
  4. Na Anioła, nie spodziewałam się, że moja miniaturka o Malecu mogła w Tobie wywołać wiele emocji! :) Cieszy mnie to bardzo, groszu, heh :*

    Co do rozdziału...
    Był ciekawy.. ale nie wiem, czy ja źle zrozumiałam, czy coś... bo nic nie było wspomniane o reakcji Leny i Ty na wzmiankę o pozytywce... Czekałam, by się tego dowiedzieć, a tu mamy sytuację, jakby nic się nie wydarzyło...
    A tak w ogóle... to bardzo mnie martwi fakt, że coś się dzieje złego z darem Milana... Ciekawa jestem, czy to przez Vivere tak się dzieję?
    A! I co mi przykuło wzrok... Czy aby sprzedawca nazwał Lenę, panną Vivere? Nie wiem... czy to tak na być, czy może jakaś pomyłka?

    Same pytania... ach :)
    Pozdrawiam i czekam na dalszy ciąg :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Malec to moje życia, hah. Ale obiecuję, już niedługo przybędę wreszcie z tym komentarzem...
      Będzie jeszcze o pozytywce. Nie chciałam w tym rozdziale z nią mieszać, bo by było za użo wszystkiego.
      Lena teoretycznie nazywa się właśnie Angeli Vivere. To jej prawdziwe imię i nazwisko, a nie jakieś ziemskie jak Mikler.
      Także pozdrawiam i dziękuję za komentarz. :)

      Usuń
  5. Coś pod deseń, nie musisz pytać, dlaczego jestem tutaj dopiero teraz. No ale, chyba rozumiesz mordka? ^^ (Teraz ten gif po lewej, staje się taki wymowny)
    Więc twój zombie-szofer zabiera się do jakiś konkretów z "The paper kites" w tle. Generalnie wszyscy mają tendencję do zapamiętywania czegoś, co robiło się po raz pierwszy. To ten sentymentalizm, którego nie sposób się wyzbyć, więc i tutaj jakoś mnie nie dziwi. Pierwsza klasa z wychowawstwem, pierwsza podopieczna, pierwszy przyjaciel, pierwsze...to zawsze będzie najważniejsze, bo było "pierwsze".
    Bardzo podoba mi się jak ujęłaś odczucia Anioła Ciemności, jako tego "wolnego". To trochę jak po osiemnastce. Typowa "rób ta co chceta" a potem widzisz co straciłeś ;)
    Zasada nr.1 - nie wpisuj fragmentu tej piosenki w Google. Nie otwieraj Youtube. Nie puszczaj tego. To coś wyżarło mi umysł. Wyłączyłam to w połowie, wcześniej nie dałam rady bo nie mogłam ruszyć żadnym palcem, a moja mina wyrażała więcej niż tysiąc słów. Normalnie jak "Lavender Town(Original Japanese Version from Pokemon Red and Green)" [*]
    Ja na miejscu Leny odebrałabym, bo nie wytrzymałabym nerwowo tej melodii. To jak podpisał babcię, skojarzyło mi się z Bates Motel. Jak brat naszego głównego bohatera, podpisał matkę w kontaktach jako "Dziwka".
    Ostatni tekst o niezłej lasce, mnie rozwalił xd Nie pytaj czemu, teraz jak myślę o tym starzeniu, skojarzyło mi się z wampirami. I z nieszczęsnym zmierzchem. Lubię ten film za jakby..klimat? Ale reszta to...ta logika typu: Jak nie masz chłopaka, to możesz iść się zabić, twoje życie jest bez sensu. Skoczę z klifu, ale i tak przeżyję. Normalnie rekonstrukcja Mody na Sukces wersja wiek XXI.
    A propos cieszenia się, że spożywczaka - są tacy co o tym wiersze pisali. Uśmiechaj się na widok kapusty! Poważnie, miałam wiersz tego typu w tamtym roku na olimpiadzie. (nie wcale nie rzygam tęczą, jak widzę przesadny optymizm).
    Ja tu lecę do wyszukiwarki z ów melodią, a tu nici :'( Przypomniała mi się kołysanka Marii Peszek, co mi ostatnio wysłałaś. Chyba ją posłucham jeszcze raz.
    "Świat jest dziwny, bo ludzie są dziwni." - pięknie to ujęłaś, kochana. Uwielbiam te twoje życiowe cytaty w rozdziałach, poważnie.
    Pif, paf, jesteś trup - skojarzyło mi się z filmem o tym tytule. Pamiętasz chłopak, który bierze udział w Teatrze szkolnym?
    Scena z chłopczykiem oczywiście skojarzyła mi się z Jackonem i jego ojcem. Lena nawet jeśli, nie mogła wygrać jakkolwiek, bo w takich sytuacjach musisz mieć poparcie otoczenia. A oto tam chyba trudno.
    Ogółem rozdział wydaje mi się krótkawy? I oczywiście standardowe, zastanawianie się kiedy kolejne. Chociaż przypuszczam, że teraz to Ty pewnie jesteś w trakcie oglądania szóstego odcinka Eyewitness. Ja też zmykam do nauki, bo sprawdziany się same nie napiszą.
    Mam nadzieję, że przyzwyczaiłaś się już, do odbiegania od tematów, w komentarzach Twojego Zombie-szofera.
    Hug <3




    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet zapomniałam, że masz coś do nadrobienia. Tak, te pierwsze razy... Haha, kocham Cię za to porównanie do osiemnastki. Na pewno nadrobię.XD Tak, pamiętam, Dylan. No co Ty, kapusta jest super! Pamiętam, tylko jeszcze tego nie obejrzałam... Już skończyłam odcinek, więc biorę się niedługo za pisanie.XD
      Dziękuję za wszystko.

      Usuń
  6. Seksowna babcia, mnie to już nic nie zdziwi... Po tym pocałunku trup-babci przeżyję już wszystko, co z babciami się wiąże.

    Kocham takie sceny jak końcowa. Nie, że przemocy, broń, po prostu takie ukartowane i prosto jakby streszczone, ale jednak niedosłownie. O, tak.

    Okeeej, to taki mega krótki komentarz, ale mam wewnętrzną potrzebę porobienia czegoś twórczego, moja artystyczna dusza się wyrywa. Wybacz. I tak wiesz, że ubóstwiam Ciebie i Twoją twórczość, nie? Jak nie, to już wiesz.

    Au bientot!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prócz zombi-hipisów rządzą także babcie wszelkiej maści. Jeszcze o nich usłyszymy. :)
      Mam trochę więcej weny dzięki Tobie, może dziś jeszcze coś naskrobię.
      Oczywiście. Au bientot!

      Usuń
  7. Ostatnio czasu u mnie tyle co na lekarstwo i długo się zbierałem, by ponownie zajrzeć na twój blog, bo nie chciałem, by to było tak, że przeczytam rozdział i znowu zniknę na kilka miesięcy.
    Pewniaków w blogsferze jednak coraz mniej, przez to ja sam mam coraz mniej pozycji do czytania, a nowych jakoś nie chce mi się szukać. Tak więc jestem u ciebie, z ambitnym planem, by dziś przeczytać wszystko :)
    Komentarze uprzedzam,że mogą być krótkie, bo ostatnio mnie wena opuściła, a nie chcę tworzyć niczego na siłę.
    Przeczytałem twoją pomyłkę z Łukaszem i Aleksandrem i teraz pytanie - to który w końcu jest Łukaszem, a który Olkiem?
    Co do tego rozdziału, to nie podobał mi się film "Starsza pani musi zniknąć". Nie wtrącałbym się też między dziecko, a ojca tego dziecka, dopóki nauczka za stawianie się, ugryzienie i nieposłuszeństwo nie zakrawa o katowanie. Sam dałbym takiemu w dupę, we Francji biją po twarzy, więc co kraj to obyczaj. Nie rozumiem jednak policzka wymierzonego Lenie i czytałem to kilkakrotnie, by zrozumieć czy nic czasami nie pomyliłem. Myślę, że chłopak miałby wystarczająco siły, by przytrzymać dziewczynę bez użycia środków dodatkowych. Dziwi mnie też,że tak zacięcie się wyrywała, a po policzku spokorniała. Można zrzucić na respekt, ale ten wypracowuje się latami, to nie jest kwestia kilku tygodni czy miesięcy, a mnie chyba brakuje w twoim opowiadaniu określania ile czasu minęło, albo znowu to gdzieś zgubiłem, zważywszy, że czytałem poprzednie części dawno temu.
    Podobał mi się opis o kruszącej się bułce. Autorzy często zapominają o takich naturalnych szczegółach, a autorki to już zwłaszcza. Zamiast tego wolą co rozdział wciskać po 3-5 "ubrany/ubrana był/była".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, różnie bywa z czasem i weną. Przepraszam za tamto, musiałam się zamyślić... Łukasz to ziemskie imię Ty'a, a jeśli chodzi o Olka, to coś jak tajemnica, która niedługo wyjdzie na jaw.
      Szczerze mówiąc, sama średnio lubie ten film, ale doszłam do wniosku, że jest on totalnie w stylu Ty'a. Po policzku spokorniała, bo zrozumiała, dlaczego to zrobił... Wyjaśni się w kolejnym rozdziale.
      Od śmierci Leny do tego rozdziału minęło trochę ponad pięć miesięcy. Heh.

      Usuń
  8. Miałam nadrobić przez wolne, oczywiście tego nie zrobiłam ;__; A myślałam, że po studiach będę miała więcej wolnego czasu. Niestety nie :(
    Całkowicie urzekła mnie panna babcia :D Mam nadzieję, że gdzieś jeszcze o niej wspomnisz, jak nie w głównym opowiadaniu, to może w jakiejś miniaturce. Uwielbiam takich bohaterów z całego serca.
    A co do serca - nie spodziewałam się w sumie, że Milan taki sentymentalny, żeby wspominać pierwszą osobę, którą opiekował się jako anioł. Ale to miłe zaskoczenie, lubię, kiedy pozornie twardy bohater tak naprawdę ma nomen omen anielskie serce. ;)
    Ostatnia scena mocno niepokojąca w moim odczuciu, zarówno przez nieco dziwnego sprzedawcę i jego zachowanie w stosunku do dziecka, jak i chyba w głównej mierze przez Tya. W pierwszym momencie myślałam, że chyba go już znielubię, potem, że może Tenebris ma na nich taki negatywny wpływ, że nie panują nad sobą, z czego wynikałoby zachowanie tego sprzedawcy i Tya właśnie, no ale potem przynajmniej częściowo się wyjaśniło, że to specjalnie, więc mi ulżyło. :)
    W oczy wpadł mi jeden błąd: Nie wierz podręcznikom głoszących, że to jedno wielkie zbiorowisko morderców - Powinno być "podręcznikom głoszącym".
    Pozdrawiam serdecznie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też tak często mam i sobie planuję, a potem... no jest, jak jest.
      Będzie panna babcia. Jeszcze trochę, ale się pojawi. W ogóle Milan jest taką... bardzo niepozorną postacią.XD Pod wieloma względami. Ooo, dzięki za wyłapanie.
      Także pozdrawiam. :)

      Usuń
    2. O, to w takim razie czekam. ;-) Milan z jednej strony wygląda właśnie na takiego niepozornego, z drugiej - wręcz przeciwnie. Ale dobrze, dzięki temu jest ciekawszym bohaterem, przynajmniej moim zdaniem.
      Nie ma sprawy. :-)

      Usuń
  9. Dobra, miałam sporo czasu w pociagu i dotarłam aż do tego rozdziału. Mysłałam, że uda mi się być już na bieżąco, ale nie jest źle!
    Ogólnie to powiem tak, tę część czyta mi się o niebo lepiej niż poprzednią. Jest dużo bardziej zrozumiała, lecz mam powazny problem, bo nie wiem, czy pominęłam rozdział czy co, bo w ogóle nie kojarzę momentu, w którym wszysyc odkrywają, że Lena jest powiązana z tą na V. Ogólnie nie do końća rozumiem ten wątek i nie wiem dlatego.
    Ale mówię, ta część jest prościej napisana, zrozumialej, dlatego mi czyta się o niebo lepiej. Gratuluję także pomysłu, bo nigdy nie jeszcze nie czytałam książki z tak poprowadzoną narracją.
    Cóż mogę więcej napisać? Opowiadanie bardzo mi się podoba, mam nadzieję, że wkrótce nadrobię wszystkie rozdziały i będę na bieżąco! Choć i tak jestem w szoku, że tak szybko tu dotarłam.
    Przepraszam, że nie dawałam komentarzy pod każdym rozdziałem, ale nie widziałam sensu przypominać sobie, co było w danym rozdziale i pisać dwa, trzy zdania, bo do pisania komentarzy nie mam weny :(
    Weny, czasu i sprawnego kompa
    Pozdrawiam
    ROLAKA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. OOooo, łał, heh, szybko poszło. Było to bardziej w księdze I, gdy mówili, że Vivere to jej odpowiedniczka. Oczywiście, rozumiem, dziękuję za ten i wzajemnie. :)

      Usuń

W blogosferze jest naprawdę miło, gdy szanujemy się nawzajem i doceniamy czyjąś pracę. :)

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
https://kot-z-maslem.blogspot.com/