19 października 2016

20. Chryzantemy

        Rozdział dodany, bo Robert Carlyle i jego szkocki akcent dzielnie stróżują, by ładnie dopełnić tę 1/3 (już!) Kici. Przepraszam za poślizg. Zdrowie nie dopisuje, miałam sporo konkursów (lektur na nie też) i trochę komplikacji.
..................................


† † †
O czym myślisz, Leno? O czym tak naprawdę myślisz? Podążam za głosem dziewczyny, woląc nie rozwodzić się nad tym, dlaczego Mikler krzyczy i niemal panikuje jak nie ona. Myślę, że sam zachowałbym zimną krew, gdyby nie ta przeklęta pozytywka. W mojej głowie taniec starych lalek staje się coraz bardziej szarpany, emocjonalny. Skojarzenia nie zawsze są dobre — najchętniej porównałbym je do sideł, w które można wpaść. W które można się zaplątać. Nie chcę, by cokolwiek krępowało moje ruchy. 
Doświadczam czegoś gorszego od poganiającej presji czasu — raczkuję niczym niemowlę, wyjątkowo opornie przyswajając fakty i wnioskując. I znów mam przed oczami tego malca, nieszczęsnego Queera o równie nieszczęsnych włosach i nieszczęsnych kłach. Och, czymże byłby człowiek bez skojarzeń? I bez głupich, bardzo głupich sformułowań. 


Jakby sennie unoszę dłoń, po czym krótko przyglądam się swoim palcom. Wbijam w nią zęby, celując w nieznacznie siny, żylasty region nad nadgarstkiem. Nie jest jak w książkach, cholernie boli. Krzywię się, słysząc zduszony skowyt, który z siebie wydobywam. Już dawno powinienem dołączyć do towarzyszy; dowiedzieć się, czym Mikler tak się przejmuje. Ta przeklęta pozytywka już dawno powinna przestać grać. A ten cholerny Milan Montero już dawno powinien wąchać kwiatki od spodu. I to sąsiadując z pannami Vivere. Doborowe towarzystwo to podstawa, nawet po śmierci. 
Idę sztywno przed siebie, chyba coraz wolniej. Plączą mi się nogi, jakby były nie moje bądź wyjątkowo drańskie — w końcu już trochę czasu spędziły z tą pustą głową i kamiennym sercem. Nie ma się co dziwić, wpływ środowiska, naturalna kolej rzeczy. Zostaję częściowo wyrwany z transu, gdy prawie uderzam nosem w drzwi. Zdawało mi się wcześniej, że pokonałem dopiero kilka nic nie znaczących i nie zmieniających metrów. Nie przyszedł Montero do drzwi, przyszły drzwi do Montero. Można i tak. Wchodzę do pokoju, zostawiając je uchylone.
— Nie patrz, Lena, proszę, nie patrz.
Głos Arcany pozostaje wciąż taki sam, ciepły i spokojny. Ten typ to najchętniej by wszystkim matkował, chyba nawet mnie. Położyłbym ciężką, pustą głowę na jego kolanach. Iker zawijałby na długie, zwinne palce kosmyki tych szarofioletowych włosów, głaszcząc mnie niczym potulnego pupila.
— Nie musisz... nic nie musisz — dodaje Arcana. Chcąc nie chcąc, zaczynam wykazywać zainteresowanie zaistniałą sytuacją. Oglądam ją przez różowe
Magdalena Mikler wdzięcznie wspina się na białe krzesełko, jakby to były co najmniej Himalaje i nadciągała śnieżyca, jaka się Queerom, łasym na odmrożone mięso, jeszcze nie śniła. Ozdobny żyrandol emanuje królewskim szkarłatem, ogłaszając wszem i wobec, że to on gra tu pierwsze skrzypce. Nóżka do nóżki chwiejnie, lecz pewnie się przystawia. Gruby, brudny sznur burzy harmonię, odbiegając od wcześniej ustalonej kolorystyki. 
Kolejny kwik zawodzącej Mikler, tak teatralny, wymuszony, ale jednak prawdziwy. Następny ruch. Widocznie nie tylko mi zdarza się gryźć dłonie. I rozważny Arcana w tle niczym mentor, któremu nie straszne żadne perturbacje. Śmierć śmiercią, słabość słabością oraz cierpienie cierpieniem, lecz ktoś musi utrzymywać całą konstrukcję w ryzach. 
— Tak! Zemsta, zemsta, zemsta na wroga! Z Bogiem i choćby mimo Boga!* — wygłaszam, bo skoro wszyscy cytują Mickiewicza, to dlaczego nie ja? Wypada wmieszać się w tłum niczym kameleon z refleksem szachisty. Lepiej późno niż wcale, prawda?
Kiedy już myślę, że dowiem się, jak to jest oberwać od wyjątkowo konsekwentnej pacyfistki, tracę oparcie. Czuję, jak serce podjeżdża mi do gardła. Słyszę jego nieznośne kołatanie. Dlaczego hałasujesz, słońce, dlaczego nie zamilkniesz na wieki? Stopniowo świat zalewa ciemność, obserwuję swoją osobistą apokalipsę. Nim odpływam, w pełni dociera do mnie tylko jedno: pozytywka przestała grać. Marionetki padły. Bardziej martwe niż kiedykolwiek.

† † †
Budzę się ostro, czując dużą, ciepłą dłoń przy wargach. Już mam odepchnąć napastnika, gdy nawet w półmroku rozpoznaję znajomą twarz. Wydaję z siebie zduszone warknięcie, pytająco spoglądając na Artificema. Anioł przykłada wskazujący palec do ust, bym był cicho. Kiwam głową, po czym odtrącam jego rękę.
Pamiętam jak przez mgłę wydarzenia z dnia poprzedniego, widocznie dopiero co się ocknąłem. Zachowałem się jak idiota, cytując tego Mickiewicza i napominając o zemście, którą się akurat brzydzę. Nigdy nie zdarzyło mi się nic podobnego, muszę uważać, wykorzystując swój dar. Stąpam po cienkim lodzie. Trzeba było nie wchodzić do tego wspomnienia, skoro od samego początku czułem, że coś nie gra. Wszystko się jeszcze bardziej pokomplikowało. Magdalena Mikler popełniła samobójstwo? Ta dumna, sprytna kobieta? Już nic nie rozumiem. Rozglądam się dookoła. Widzę, że wszyscy śpią, więc orientuję się, że upłynęło więcej godzin, niż myślałem. Cholera. Nie poszedłem nad jezioro Szeherezady, by przeprawić przez nie kobietę od małego Queera. Czy będzie to uznane za zaniedbanie obowiązków?
— Za dziesięć minut w sali treningowej. Sam. Uważaj — rzuca Ty zdawkowo, nie czekając, aż sam się odezwę.
Wytężam wzrok, wykorzystując anielskie zdolności. Obserwuję, jak anioł manewruje między materacami, chcąc nie obudzić nikogo niepożądanego. Mam wrażenie, że zaraz nadepnie komuś na stopę i rozlegnie się wrzask. Nic takiego się jednak nie dzieje. Artificem zatrzymuje się przy jednym z nieruchomych kłębków, po czy ściąga z biedaka koc. Po tym, jak ofiara nadal nie reaguje, domyślam się, że to Moriaty. Jeszcze tylko tego kulawego kupidyna tu zabrakło.
Sięgam po skórzaną kurtkę i ciężkie buty. Czuję się co najmniej dziwnie, wojna tak właśnie wpływa na człowieka. Nie odczuwa on już wskazanego strachu, gdy ktoś budzi go w środku nocy, by poinformować o spotkaniu. Nie mam pojęcia, o co może chodzić. Ogarniają mnie złe przeczucia, kiedy widzę puste miejsce Leny i Arcany. Za to Mika nadal pogrążona jest w twardym śnie, a Artificem nie zamierza jej budzić. Och, tylko jeden Montero dostał zaproszenie do Kółka Wzajemnej Adoracji. To zaszczyt.
Ubieram się, po czym, jeszcze bardziej ostrożnie niż Ty, idę między materacami, uważając, gdzie stąpam. Patrzę pod nogi, oglądając przy okazji prezentację kolorowych, wzorzystych koców. Ziewnąwszy leniwie, zaczynam szukać smukłej sylwetki anioła, ale ani śladu po Artificemie. Nie zwracam na to większej uwagi, wiedząc, jak dostać się do sali treningowej. Stróż nie jest mi do niczego potrzebny, zwłaszcza że spodziewam się zastać tam resztę wesołej ferajny. 
Docieram do drzwi, po czym z ulgą opuszczam zatłoczoną salę. Kieruję się na lewo, po czym idę długim, wąskim korytarzem. Nie zastanawiałem się głębiej, jak bardzo w podziemiach Mikler dokucza klaustrofobia. Dziewczyna ma teraz większe problemy, ale nie wierzę, że nie czuje się jak więzień. Sam odczuwam lekki dyskomfort, myśląc o tym, że z ewakuacją mogłoby być różnie, gdyby stało się coś naprawdę złego. Vivere już by o to zadbała. W pewnym sensie to także byłoby pogrzebanie żywcem. Tylko mimo wszystko bardziej łaskawe.
Rozszerzam nozdrza, desperacko próbując uchwycić jakąkolwiek woń. Robię to nie pierwszy raz, gdyż w schronie nie wyczuwa się zapachów — większość członków Cordragon i tak ciągle próbuje. Na początku nie zwracałem na to najmniejszej uwagi, a potem podejrzewałem, że z jednym z moich zmysłów coś się stało. Jednak inni także się skarżą, gdy kończą się ważniejsze tematy do rozmów podczas wspólnych posiłków — nie dostają jednak od nikogo żadnej sensownej odpowiedzi. Wzbogacam się o nowe doświadczenie, które umacnia mnie w przekonaniu, że świat bez zapachów byłby dziwnie pusty i nieczuły. Nawet głupie naleśniki nie smakują już tak samo.
Prawie mijam salę treningową — w ostatniej chwili powracam do świata myślących i skręcam tam, gdzie powinienem. Żadnego odoru spoconych ciał, nic takiego. Trudno powiedzieć, bym tęsknił akurat za tym, ale nie obraziłbym się, gdyby pewna dobra dusza poprawiła moje receptory węchowe. Krzta normalności nikomu by nie zaszkodziła.
Obejmuję wzrokiem zgromadzonych. Mikler siedzi z Arcaną przy stoliku dla trenerów. Dziewczyna uparcie wpatruje się w szklankę z wodą, ale tym razem prawdopodobnie tylko myśli — a ma o czym — ponieważ obudzić w niej telekinezę próbowała tylko Mika. Artificem opiera się o ścianę, widocznie dotarł tu przede mną. Moriaty zgarnął jeden z materaców i rozłożył się na nim wygodnie.
Wzdycham, po czym dołączam do nich i staję obok jak duch.
— Mówiłem ci, Ty, sto razy, tylko Milan. Tylko on — mówi Arcana. — Ciebie o coś prosić…
— Wyraziłeś się mało precyzyjnie — oświadcza Artificem, wywróciwszy wymownie oczami. Wyobrażam sobie, jak jego haczykowaty nos wydłuża się niczym u Pinokia. — Szukasz problemu tam, gdzie go nie ma.
— Właśnie, gdzie problem? Też go nie widzę — wtrąca zaspany Moriaty, oparłszy głowę  o łokieć.
— Nieważne, weźmy się do pracy — odpowiada wymijająco Iker. Poprawia krzywo założone okulary i chwyta ołówek. Dopiero teraz zauważam, że na stole leży kartka, na której zapisano już kilka linijek. — Próbujmy dalej.
— Nie, nie, nie, bro — protestuje Ty, wyciągnąwszy wskazujący palec. — Nie zamiatajmy problemów pod dywan. Dlaczego jesteś zły, że przyprowadziłem Moriatego? Przecież…
— Nie ufasz mi? Myślisz, że jestem za głupi, więc i tak nie pomogę? Chodzi o to, że znów popełnię jakiś błąd i tym razem stracę coś więcej niż zdolność teleportacji? Na przykład skrzydła? — dorzuca swoje trzy grosze Anioł Miłości, tłamsząc ziewnięcie.
Iker kręci głową z zażenowaniem, znów się rumieniąc. Na chwilę chowa twarz w dłoniach. Zauważam, że ściska ołówek tak mocno, iż bieleją mu knykcie i koniuszki palców. Widzę przebłyski wspomnień Magdaleny Mikler, co sprawia, że jakiejś części mnie jest żal Stróża.
— Chyba chodzi o to samo, co sprawiło, że nie chciałam obudzić dziś Luelle, choć mała mogłaby być bardziej przydatna niż my wszyscy razem wzięci — odzywa się Lena. Nie rusza się i nie podnosi wzroku, cały czas wbijając go w szklankę. — I o to samo, co sprawiło, że miałam ochotę ukrzyżować Ty’a do góry nogami, gdy sprowadził do przedziału Maję i Stellę.
Zapada niezręczna cisza, a atmosfera robi się tak gęsta, że można by kota powiesić. Nawet Artificem jest zmieszany i nie wie, co powiedzieć. Za to Arcana chyba nie mógłby się bardziej zarumienić. Boże, jeśli istniejesz, masz ciekawe poczucie humoru, skoro chciałeś, bym znalazł się wśród tych ludzi.
— To o co tak właściwie chodzi? — pytam, dostawiając krzesło do stolika i siadając na nim. Instynktownie przeczesuję dłonią włosy. Jak tak dalej pójdzie, to je obetnę na zapałkę.
— O zadanie testu. Konkretniej to ostatnie — tłumaczy Iker, z wyraźną ulgą, że zmieniono temat. — Może być pomocne. Nawet bardzo.
— To znaczy? — zadaję kolejne pytanie, zaciekawiony, ale nadal zdezorientowany.
— Zawierało dużo przysłów z różnymi, umm... jakby to powiedzieć... podpowiedziami? Na przykład pewna osoba... powiedziała... 
— Że moja mama kopnęła w kalendarz, podarła się kartka z grudniem, a jabłoń rośnie niedaleko od jabłka — dokańcza beznamiętnie Mikler, widząc zmieszanie Ikera.
Szybko łączę fakty. Przedzielenie Leny do SAMOBÓJSTWA oraz pokręcone wspomnienie z wisielcem.
— Gdybyśmy zwracali większą uwagę na zadania, wiedzielibyśmy... to wszystko wcześniej. Lena przypomniała sobie jeszcze, że mówili też o śmierci Celico i wbiciu noża w plecy w związku z Mają — informuje Arcana, a ja kiwam głową, przyglądając się zapiskom. To głównie wypisane przysłowia z osobami, których dotyczą.
— Lena, o co może chodzić z wbiciem noża w plecy twojej przyjaciółki? Ma to jakiś związek ze straceniem dziecka? Wiesz, kto mógłby być ojcem? Może ją zdradził? — sugeruję, przypominając sobie barierę chroniącą umysł Hozierewicz, jakby sama Vivere pragnęła, by tajemnice tej dziewczyny nie wyszły na jaw.
 — Nie wiem, nie wiem nic... i... Nie chodziło o to, że ktoś zdradził ją. To ona komuś wbiła nóż w plecy. Coś jeszcze było, może bardzo ważnego. Ale nie mogę sobie przypomnieć. To było takie dziwne, bezsensowne... jeszcze wtedy pomieszali te języki. Nie mogłam się skupić, słysząc czeską paplaninę Ty'a w głowie.
Artificem kładzie dłonie na ramionach Leny i zaczyna je masować, ale szybko przestaje, widząc jawny sceptycyzm podopiecznej.
— Spokojnie, bez presji, powoli sobie wszystko przypomnisz — zapewnia Iker, po czym uśmiecha się nieśmiało, ale nie liczy na odwzajemnienie tego gestu.
— Mógłbym po prostu przejrzeć jej wspomnienia jak zawsze, ale nie wiem dlaczego, lecz nie obejmują one żadnej z części testu. Pewnie tobie też nie uda się obejrzeć zadań. Ale spróbować warto — zwraca się do mnie Artificem. — Tylko najpierw musimy zrobić coś innego, z samego rana. Którą z grup wybierasz? Mnie i Lenę czy Ikera z kupidynem oraz prawdopodobnie twoją siostrą?
 

23 komentarze:

  1. Melduje przybycie i przeczytanie jutro wieczorem badz w weekend. Zalezy od moich prac domowych i sprawdzianów XD
    Pozdrawiam ciepło :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam witam ^^
    Cóż jestem trochę zmęczona itp. Więc nie licz na jakieś...cuda.
    Prawdopodobnie wynika to z mojego w/w zmęczenia, ale wyczuwam tu trochę przerost formy nad treścią. Nie odbierz tego źle. Tak jakoś po prostu, momentami. Rozumiesz?
    Widać jak zmienia się zachowanie bohaterów, w czasie wojny. Po za tym, po tym co się wydarzyło każdy jakoś tak zmarkotniał. Chyba jeszcze nie dane mi było zobaczyć, tak przybitej Leny.
    "Oglądam ją przez różowe.." - tu chyba coś Ci brakło hm? Albo mi się nie wyświetla.
    Bardzo podobają mi się cytaty z Mickiewicza.Dałaś do tego gwiazdkę, ale nigdzie nie widzę wytłumaczenia?
    Cóż jestem ciekawa co wyniknie z tych ich gdybań. Coś mi zaczyna brakować Vivre. Tak się jakoś stęskniłam za kobitką. A raczej jej manią wyższości. No i przede wszystkim pragnę coś z perspektywy Leny. Zważając na ostatnie okoliczności. Można na to liczyć? ^^
    Nie choruj mordko ♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzień dobry, mordko.
      Ojej, mam nadzieję, że chociaż potem pospałaś.
      A mogłabyś bardziej wytłumaczyć z tym przerostem formy nad treścią? Tylko w tym rozdziale czy wcześniej mi się zdarzało?
      Pewnie zabrakło, muszę znaleźć i dopisać. Dzięki.
      Zjadło mi widocznie przypis, go też dodam.
      Na perspektywę Leny może nie, ale będzie jej dużo w następnych rozdziałach. Naprawdę.
      Wiem, wiem, nie mogę, bo konkurs, hah, pani tak mówiła.xd
      Dziękuję, miłego. xx

      Usuń
  3. Hahaha. Okej Pani siła wyższa xd
    Chodziło mi o to, ze momentami odczuwalam za dużo epitetów etc. Oczywiście to tylko moja opinia. Zmęczona byłam. Za dużo porównań? Tak chyba tak.
    Nie wcześniej jakoś nie zauważyłam czegoś takiego.
    Trzymaj się ♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to głównie przez pierwszy fragment, gdy Milan, no cóż, postradał zmysły, a potem jeszcze do końca nie był sobą w tym rozdziale?
      Ale i tak sprawdzę, czy serio nie przesadziłam z określeniami.
      Dzięki.
      Ty też oczywiście.

      Usuń
  4. Na Anioła, czy ja dobrze zrozumiałam w pierwszym fragmencie rozdziału? Matka Leny popełniła samobójstwo? Ach, takiego obrotu sprawy się nie spodziewałam za grosz!
    W zasadzie to nie dziwię się, dlaczego Lena jest teraz taka zamyślona i w ogóle...
    I widać, ze Milan nie miał o tym pojęcia, o jej matce (chyba... jeśli tak, to mnie popraw). I tu zagwostka kołem się toczy, bo Anioł przyczynił się do śmierci Leny, a ona... no wiesz... Co za ironia! heh^^
    Jestem to ciekawa, jak to się wszystko potoczy dalej :)

    Pozdrawiam i całuję mocno, groszku ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, to jeden z tych fragmentów, które nie miały być do końca jasne. Jak było widać, Milan nie myślał trzeźwo, a jego opis zdarzeń brzmiał, cóż, groteskowo?
      Takie znowu niespodziewane? Niedaleko rośnie jabłoń od jabłka...
      Nie, nie wiedział. I nie spodoba mu się to. Tytuł zobowiązuje, hah.
      Wzajemnie, mocno.

      Usuń
  5. Bardzo hmm... emocjonalny rozdział. W szczególności ta pierwsza część, gdzie wszystko działo się bardzo dynamicznie i nie do końca było to zrozumiałe. Milan zdawał się sam tego nie do końca ogarniać, więc trudno wymagać od biednego czytelnika, aby to wszystko pojął od razu. Czy matka Leny rzeczywiście popełniła samobójstwo? A może tak jak w przypadku Leny ktoś jej pomógł? Niby wspomnienia tego nie pokazują, ale kto wie, kto wie.
    Jestem ciekawa dokąd doprowadzi ich wszystkich ta najnowsza teoria i czy Milan okaże się pomocny. I co mają jeszcze zrobić? Czekam na wyjaśnienia!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następny to dopiero będzie emocjonalny.
      Tu nic nie jest na pewno... Dobrze że się w to wgryźliście.
      Także pozdrawiam i dziękuję za komentarz.

      Usuń
  6. trochę zagmatwanie napisane. No i nie wiem, co to znaczy "ostro się obudzic". Ale treść ciekawa. Czy Magda naprawdę popełniła samobójstwo, czy to tylko kolejna zagrywka Vivere? Lena trzyma się całkiem niezłe, ale to raczej tylko sposob, aby całkowicie się nie załamać. Co z tym wszystkim ma tak wlasciwie wspólnego ojciec dziecka Mai? Dużo tych zagadek... az za dużo. Co zrobi Milan? Zapraszam na niezaleznosc-hp.blogspot.com (o ile nadal jestes zainteresowana)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak miało wyjść. Milan nie myślał normalnie. Ostro to może złe określenie, pomyślę nad innym.
      Ciągle to powtarzam, ale naprawdę wszystko powoli będzie się wyjaśniać. Już w następnym rozdziale sporo się dowiecie.
      Wpadnę jeszcze, pisałam, że nie skreślam Twojego opowiadania i to prawda.
      Dziękuję za komentarz, miłego dnia.

      Usuń
  7. W końcu dotarłam i przeczytałam :D
    Będzie krótko bo pisze na telefonie, gdyż mój gupi compiuter XD ma nowy system i nie może się ogarnąć i połączyć z wifi -.-
    Ale mniejsza XD

    Końcówka pop rozdziału była emocjonalna, tajemnicza i tak "Na Anioła chcę kolejny rozdział!!!" A tu proszę. Nie wyskoczył żaden jumpscare, ani nic podobnego tylko dowiedzieli się że mama Leny popełniła samobójstwo (chociaż ja chyba w to wątpię... Ale mam tyle teorii, że nie sposób ich spisać XD a niektóre wykluczają sie nawzajem XD).
    Wracając. Zaskoczył mnie początek rozdziału, choć powinnam sie już przyzwyczaić :P zawsze tak robisz z końcówkami i początkami xD I jest to fajnie i pozytywnie zaskakujące :3
    Nie wiem, naprawdę nie wiem co ja mam napisać odnośnie tego rozdziału prócz tego, ze bardzo mi się podobał. Był napisany bardzo dobrze, ale taki... zagmatwany(?) twister XD
    Raz tu, budzi sie i jest tam XD tu mówią o tym, tu przemyślenia Milana XD w ogóle bardzo podobają mi się jego teksty, kiedy narratoruje XD
    A! Prawie zapomniałam XD może zamiast "budzę sie ostro" napisz "budzę sie gwałtownie" czy coś w ten deseń :P nie bardzo wiedziałam jak można obudzić sie ostro jak czytałam XD ale ogarnęłam o co caman ;P

    Reasumując: Pan Mikler został zamordowany, Pani Mikler popełniła samobójstwo, a siostra Leny zginęła... No i sama Mikler umarła i została przydzielona do Sali Samobójców (tak, wiem że to nie sala, a przedział XD ale Sala Samobójców mi tu troszku nie wiem czemu pasuje XD)
    [Mam dzis pokręcony dzień z dziwnym "humorem" :\
    Nie zwracaj uwagi na nic co nie tyczy sie Twojego rozdziału XD]
    Nie zazdroszczę Lenie :c
    Ciężko mi sobie wyobrazić co ona czuje.

    A tak na marginesie, nie jestem jakąś wielką fanką romansów, ale ciekawi mnie związek Ty'a i Leny :P

    Ogólnie bardzo fajnie, ciekawie i profesjonalnie piszesz i robisz to w taki sposób, że każdy rozdział z osobna wydaje się być jakoś częściowo połączony z poprzednim, ale jak się czyta to tak jakby nic nie bylo ze sobą powiązane i w czytelniku panuje lekki zamęt, ale kiedy tak pomyśli później, połączy wątki i sceny i nie będzie mylił Ikera z Ty'em! to wszystko nabiera logiki, że tak powiem.
    Widać, że powieść jest świetnie przemyślana ;)
    Uwielbiam, kocham i polecam
    Nocny Anioł ;P

    Znalazłam kilka błędów, ale ciężko mi je wypisać na fonie :P
    Było ich chyba ze 4, ale jak będziesz nanosiła korektę to z pewnością je wyłapiesz ;)

    Czekam niecierpliwie do następnego!!!
    💜💜💜

    Pozdrawiam ciepło, weny dużo i inspiracji niemało
    Nie krępuj się, kolejny rozdział dodaj. Śmiało :P
    Rly. Chce juz R21 ;__;

    anielskie-dusze.blogspot.com
    cieniste-senne-marzenia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teorie wykluczające się nawzajem najlepsze.xd O, dobry zamiennik, dziękuję. Hej, pan Mikler żyje.xd Co Wy macie z Ty'em i Leną? To przez tamto Kocham Cię?
      To jeszcze raz sprawdzę rozdział.
      Anielski komentarz. Do następnego i wzajemnie.

      Usuń
    2. Jasne, że przez tamto Kocham Cię! W naszym społeczeństwie nie funkcjonuje coś takiego jak miłość nieromantyczna, ech...

      Usuń
  8. Chcę napisać, że ta dziewczynka z taką totalną gracją podcina sobie gardło palcem (ta z gifa). Jest w tym tak perfekcyjna, że normalnie byłbym w stanie wróżyć jej karierę chirurga i to takiego światowej sławy. Wybacz mi to, że czasami plotę bez sensu, ale zdarza mi się wpadać w takie i tym podobne słowotoki.
    Udało mi się przeczytać jeszcze ten, będzie wyjątkowo krótko, bo się cholernie spieszę. Podoba mi się ta zagadka z przysłowiami, ja w ogóle lubię przysłowia, związki, powiedzonka.
    Jeśli chodzi o Maję, to zaczynam mieć podejrzenia, że to ona zrobiła coś małej Stelli albo miała za życia romans z ojcem Leny i to byłoby powodem samobójstwa jej matki oraz też samobójstwa Leny (za bardzo mi z tego telenowela wyszła, nie?).
    Dobra, ja lecę, wrócę po więcej za jakąś godzinkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, słowotoki mile widziane.
      Ja też, jak widać. Wszędzie się znajdzie miejsce na telenowelę, heh, i różne dziwne powiązania.

      Usuń
  9. JESTEM TUTAJ, ponad miesiąc później, ale JESTEM. :D Dobra, przejdźmy do konkretów.
    Pamiętam, że Milan miał wyjaśnić coś odnośnie rodziców Leny i zagłębiają się w coś na wzór myślodsiewni z Harry’ego. Pamiętam, że było strasznie. Ale za ch… chusteczkę nie wiem, kim jest ta Magdalena.
    Co do akcji w pierwszym fragmencie, mogę jeszcze powiedzieć, że się nie bardzo spodziewałam sceny samobójstwa. Już bardziej zabójstwa. Chociaż mój szok jest nieco mniejszy, bo dawno Cię nie czytałam i pamiętam ostatnie części jak przez mgłę. I mocno rozpływam się znowu nad Twoim stylem pisarskim, no właśnie…
    Uwielbiam perspektywę tego bohatera. „Och, czymże byłby” Milan bez tych wszystkich myślanych porównań i metafor? Kocham „ciężką, pustą głowę” i właściwie całą resztę, ale to najbardziej utkwiło mi w pamięci. Może przez to trzymanie jej na kolanach Ikera, hm? Dziwnie ta scena wygląda w mojej głowie. Zafundujesz jeszcze jedną taką, a zacznę ich shippować… Idk, ale Ikera można shippować ze wszystkimi. I wszystkim, hah.
    „skoro wszyscy cytują Mickiewicza, to dlaczego nie ja?”
    Milan, takie naburmuszone dziecko. Trochę się śmieję z tego, mimo jakiejś takiej mrocznej atmosfery… No tak, ktoś się w końcu powiesił, powinna taka być, em.
    „Marionetki padły. Bardziej martwe niż kiedykolwiek.”
    Czyżby coś poszło nie tak? A nawet jak nie, to zdanie to absolutny zwycięzca.
    Tak mi się spodobał pierwszy fragment, że nie wiem, co o drugim napisać. Trochę też nie bardzo go ogarnęłam swoim zmęczonym po całym tygodniu umysłem. Cóż, lecę dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś, jesteś. Wszyscy się cieszymy. :)
      Magdalena to mama Leny.XD Tak, coś w tym jest, Iker do każdego shippu, a i tak wyjdzie... uroczo.

      Usuń
  10. Dobra, powoli zaczyna mnie gonić czas, więc dalsze rozdziały poczytam albo wieczorem, albo jutro.
    Samobójstwo matki Leny (tak samo zresztą jak samej Leny) wygląda na nie do końca stuprocentowe, w sensie, że skoro "niedaleko pada jabłko od jabłoni", to może obie zostały do tego w jakiś sposób zmuszone? Zwłaszcza że Milan zauważył, że do Magdaleny takie coś w ogóle nie pasuje, Lena w sumie też była zaskoczona, że trafiła do przedziału z samobójstwami... No ale to tylko moja czytelnicza teoria, już kilka razy wspominałam, że lubię sobie takie snuć. :)
    Od tego rozdziału Milan zaczął stanowić bardzo poważną konkurencję dla Ty'a na polu ulubionego bohatera. Jego cynizm w pierwszej części rozdziału był naprawdę powalający, a rzucenie cytatem Mickiewicza, żeby się dopasować do grupy, oficjalnie rozłożyło mnie na łopatki. Piękne to było, poważnie.
    W drugiej części widać, jak mocno to wszystko wpłynęło na Lenę, czemu w sumie trudno się dziwić. Ale podoba mi się, że tę zmianę widzą właśnie osoby z zewnątrz, a nie tylko Lena mówi o swoich uczuciach. Jeszcze raz to powiem: dobry pomysł z tą zmianą narracji.
    Pozdrawiam cieplutko. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja do Ciebie (awwww, nowy rozdział) też wpadnę bardziej pod wieczór, chyba że jakoś się wcześniej wyrobię z lekcjami.
      Mentalnie Cię serduszkuję za zwracanie uwagi i pamiętanie o Sępach i tych przysłowiach, które są bardzo ważne.
      No zobacz, Mickiewicz serio łączy ludzi. :)
      Ciekawe, jak trudno będzie się wszystkim, też i mi, przestawić na narrację Puera... ale do IV księgi jeszcze dalekoooo.
      Dziękuję za wszystkie komentarze i do zobaczenia. Miłego dnia. :)

      Usuń
  11. O, zostałam oficjalnie zserduszkowana. Dziękuję, bardzo mi miło. :D Ale i tak jak już skończysz "Kota", to dobrze będzie przeczytać całość, wtedy łatwiej będzie się w tym wszystkim połapać, przynajmniej tak mi się wydaje.
    Zastanawiam się tylko nad tym, co znaczy "podarła się kartka z grudniem". Nie kojarzę takiego przysłowia, sama wymyśliłaś?
    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, mnie też. To nie było jako przysłowie, ale po prostu ciągnięcie metafory z kopnięciem w kalendarz.
      Także pozdrawiam. :)

      Usuń

W blogosferze jest naprawdę miło, gdy szanujemy się nawzajem i doceniamy czyjąś pracę. :)

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
http://kot-z-maslem.blogspot.com/