14 września 2016

18. Frezje

Biję się w pierś, bo tak długo na ten rozdział czekaliście. Mam nadzieję, że się opłaciło. Trochę nudnawy, ale zakończenie pokazuje, iż dziewiętnastka się zrehabilituje (bonus: teraz krótko, więc następnie ponad 3000 słów). Przynajmniej już wiecie, że z pseudo-zabawnej zapowiedzi księgi II można wiele wyciągnąć.
Pisanie o Lenie z perspektywy Milana jest dla mnie całkiem zabawne. Jakby Kuba Rozpruwacz wziął na celownik zakonnicę z pobliskiego klasztoru. To trochę bunt przeciwko Mary Sue i tym wszystkim nieustraszonym heroskom.
.............................

† † †
Nawet bezbronne dzieci. Nawet bezbronne dzieci. Nawet bezbronne dzieci. Słowa Miki roznoszą się echem w mojej głowie. Jak namacalne poczucie winy, od którego nie da się uwolnić. Jak mały Queer, który zaciska na twojej szyi swoją sześciopalczastą dłoń. Nawet bezbronne dzieci. Nawet bezbronne dzieci. Przecieram mokrą twarz, po której spływa pot. Przyłapuję siebie na tym, że trzymam dłoń z daleka od włosów, których barwa stała się przeklęta na długo. Nawet bezbronne dzieci. Rozmasowuję pulsujące skronie, zaciskając zęby.
Nie ma innego klasztoru w pobliżu, a prawdopodobieństwo, że kobieta znad jeziora Szeherezady zdążyła odebrać dziecko, jest niewielkie. Zaciskam dłoń w pięść, nie mogąc pozbyć się wrażenia, że wszystko psuję. Stałem się przewoźnikiem, symbolem pokuty, odkupienia i żałowania za grzechy, a znów poplamiłam sobie ręce krwią. Życiowy nieudacznik. Kiedyś naprawdę zacznie mi to przeszkadzać. Może nie dożyję owego dnia, wojna zbierze żniwo — warto mieć nadzieję. 



— Wszystko gra? Chcesz wody? — Do porządku przywołuje mnie zaniepokojony głos Mikler. Nie chowam emocji, wiedząc, że ich brak byłby jeszcze bardziej podejrzany. Pora przełączyć się na chłodne, praktyczne rozumowanie. — Znałeś kogoś stamtąd?
— Nie, nie. To po prostu straszne — mówię, mając nadzieję, że zabrzmię naturalnie. Trudno przyzwyczaić się do funkcjonowania ze zwolennikami Lux— Trening przełożony. Możemy więc od razu przejść do rzeczy.
— Im częściej z tobą rozmawiam, tym bardziej odnoszę wrażenie, że nie tak trudno zrozumieć Ty’a. Wcześniej to on wydawał mi się tajemniczy i... osobliwy — wyznaje cicho Lena, pedantycznie porządkując papiery, które trzyma na kolanach. — Mógłbyś przejść do rzeczy? Jaką masz do mnie sprawę?
Mikler naprawdę nienaturalnie się wysławia, czasem wydaje się na siłę grzeczna i poprawna. Odnoszę wrażenie, że zanim coś powie, dobiera ostrożnie słowa — nie chce się sparzyć. Może jednak nie tak wiele nas dzieli.
— Wiesz, kim jestem — stwierdzam na dzień dobry, by ją przygotować i przez nieuwagę nie zacisnąć przypadkiem pętli na własnej szyi. Mam do tego niepokojące tendencje. Poruszam zwinnie marionetkami, traktuję mieszanie w ich głowach jak grę, a potem wpadam na drobnostkach.
— Nie mam pojęcia, kim jesteś — zaprzecza, smutno się we mnie wpatrując.
Ostatnio przez to jeszcze bardziej upodobniła się do Arcany. Złamane serce i tęsknota łączą ludzi.
— Chodziło o to, że jestem Aniołem Ciemności. Nie mogłem znieść życia jako przeklęty upadły anioł, osłabiony i tracący swój dar. To gorsze, niż myślą wszyscy, którzy niczego podobnego nie doświadczyli. Zyskałem skrzydła od pewnej Queerini — opowiadam, powoli przechodząc do rzeczy.
— Wiem, na czym to polega. Nie lubię żyć w niewiedzy, dużo czytałam — zapewnia nerwowo Lena, a jej głos zaczyna drżeć.
Świetnie, Milan, jeszcze ją przestraszysz i ucieknie z podkulonym ogonem. Psim. Z całą pewnością nie lisim.
— A ja nie lubię żyć w kłamstwie — oznajmiam. Powinienem to sobie wytatuować na czole. Vivere udusiłaby się ze śmiechu i sobie sprawiłaby tatuaż z: nie lubię żyć w nienawiści. — Nie ma więc sensu, bym ukrywał to, kim ta Queerini jest. — Brzmi topornie i zbyt oficjalnie, ale chyba nie najgorzej, każdy by się stresował. — Mowa o Vivere. Wierzę, że mnie zrozumiesz, wiedząc, że nie miałem wyboru. A kiedy już mi pomożesz, ja pomogę tobie. Będziesz... usatysfakcjonowana.


† † †
— Stań w tym miejscu — instruuję dziewczynę. — O tak, dobrze. Nie ruszaj się na razie.
Lena otula się ramionami, drżąc oraz czujnie rozglądając dookoła, by ostrzec mnie, gdyby nadchodził ktoś niepożądany. Wiatr targa krótkimi, ciemnymi włosami Mikler, które okalają jeszcze chudszą i bledszą niż zwykle twarz. Dziewczyna zdjęła wcześniej podarowane przez Ty'a za małe, dziecięce trampki, które ją boleśnie obcierają. 
Po niebie płyną ciemne, kłębiaste chmury, a słońce się oszczędza, ale mimo to jest duszno. Staram się nie oddychać przez nos, bo w powietrzu unosi się dziwaczny, nieprzyjemny zapach. Znajdujemy się na niewielkiej łące, choć trudno owo miejsce nazwać w ten sposób. Bardziej przypomina marzenie scenografa filmu katastroficznego. Po Tenebris z ekologią jest coraz gorzej, a nie lepiej jak powinno. Nie słyszano o żadnych pomnikach przyrody bądź rezerwatach. Nikt nie ma do tego głowy, zwłaszcza podczas trwającej wojny Stron. Ani zanieczyszczone powietrze, ani nieustanne wycinki drzew nie sprzyjają rozwojowi roślinności. Wszechobecne chemikalia dokładają swoją cegiełkę, więc niedługo nie obejdzie się bez masek ochronnych. 
Najchętniej odnalazłbym najbliżej położony portal, by z powrotem przenieść się na drugą Stronę. Po Lux człowiek czuje się po prostu lepiej, z niejasnych powodów. Nie wiem, jak mogłem tu kiedyś żyć. I być w jakimś sensie szczęśliwym. 
— Czuję się jak w Egzorcyzmach Emily Rose. Czego potrzebujemy do tego egzorcyzmu... pardon... rytuału? — pyta Mikler, zgrzytając zębami. 
— Drobnostki — mówię na odczepne, ale uważam na słowa. — Pomyślałem o wszystkim.
Obejmuję wzrokiem księgę, w której znajduje się ballada o Stronach; scyzoryk, świeże serce oraz krawieckie nożyce. Zauważam, że Lena unosi brwi, gdy zwraca uwagę na wyjątkowo charakterystyczny zapach. Jej wzrok spoczywa na pyle, który rozsypuję, rysując na ziemi dwa okręgi.
— Sproszkowany szkielet noworodka, serce też jego — mruczę, ale szybko się poprawiam, wiedząc, że wegetariankę ruszyłby nawet fakt, że organ należał do kurczaka.. — To tylko cynamon. Potrzebny był jakikolwiek proszek, a kilka dni temu znaleźli chyba z sześć worków tej przyprawy, więc kucharka dała mi trochę z uśmiechem na twarzy. Wszyscy mają dość tego cholerstwa, ale nikt nie lubi marnotrawstwa, prawda?
Mikler kiwa półprzytomnie głową, szepcząc, jak to bardzo nienawidzi cynamonu. W schronie nikt nie narzeka na kuchnię — wszyscy jedzą, aż im się uszy trzęsą. Nie wiedzą, jak długo im będzie dane żyć w dobrobycie.
Jeszcze raz sprawdzam, czy oboje znajdujemy się w osobnych okręgach, które jednocześnie się przecinają. Biorę do ręki ostre, krawieckie nożyce. Ściskam je nerwowo, po czym odcinam kilka kosmyków swoich włosów. Z satysfakcją zauważam, że moja dłoń nie drży. Patrzę przez chwila na pasma w dziwacznym odcieniu i kładę pukiel obok reszty przedmiotów, próbując nie myśleć o jeziorze Szeherezady. Nawet marzenia ściętej głowy nieraz się spełniają.
Jednak i tak nie potrafię ucieszyć się choć trochę, mimo że wiem, iż zaraz uwolnię się od Vivere. Pozostanę związany tylko z przewoźnictwem. Będę Aniołem Ciemności bez pana. Uniezależnię się od Queerini i uwolnię z jej sideł. Prawdopodobnie tylko pozornie, ale zupełny brak entuzjazmu jest wyraźnie przesadzony.
— Nadszedł czas, bym i ja wywiązał się ze swoich obowiązków — oświadczam sztampowo, jeszcze nim rytuał dobiega końca.
— Niczego nie oczekuję, nie powinnam. Tylko... ci pomogłam — zapewnia Mikler. — To byłoby nie fair. Nawet prosić, a co dopiero czegokolwiek żądać. 
— Uwierz, oczekujesz. Mogę ci pokazać, co stało się z twoimi rodzicami. Koniec z tajemnicami. — Koniec z ryzykownymi zagraniami. Pora się połasić. Teraz bawimy się w przymilanie.
Dziewczyna unosi głowę i wbija we mnie wzrok płochliwego zwierzęcia. Już wcześniej zauważyłem, że ma tendencję do krzyżowania z wszystkimi wzroku. Często się wtedy peszy i próbuje skupić na czymś innym. W oczach Mikler dostrzegam zalążek czegoś, co podobno zwą nadzieją. Odkąd ożyła, pierwszy raz wydaje się mniej martwa niż za czasów ośrodka dla samobójców.
— Jak? — szepcze zduszonym głosem, tamując napływające do oczu łzy.
Zamieniam się w Lenę i zaczynam równie uważnie dobierać słowa. Każdy błąd może mnie wiele kosztować, naprawdę wiele. Stąpam po cienkiej granicy, balansuję niebezpiecznie blisko krawędzi. Może lepiej spaść i już niczym się nie przejmować? Tylko nie zapomnij, Milanie Montero, zamknąć oczu, nim rzucisz się w przepaść.
— Bez pytań — przypominam beznamiętnie, ale chyba jeszcze nie nieczule.
Lena ignoruje moje słowa, jest zbyt rozemocjonowana, by trzeźwo myśleć. Śmieje się nerwowo pod nosem i drapie po głowie, nie mogąc nad tym zapanować. Wygląda trochę komicznie, ale ani przez chwilę sytuacja nie wydaje mi się zabawna.
— Twój dar? — pyta Mikler. — Potrafisz takie rzeczy? Dlaczego wcześniej nie... Och, to nieważne. To nieważne, naprawdę. Teraz liczy się tylko to, że chcesz mi pomóc, prawda? Odwdzięczyć się, choć nie musisz. Tylko to. Nic więcej. Nic. I mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu, bym zaangażowała w to osobę trzecią. Potrzebuję jej.


† † †
Staram się nie patrzeć na Mikler i Arcanę, którzy stoją obok siebie, drżąc i przypominając dwie sierotki Marysie. Trochę to żałosne, trochę urocze. Uparcie wbijam wzrok w czubki swoich butów, czekając, aż to któreś z nich się odezwie. Nie mam zamiaru się wychylać, bo nigdzie mi się nie spieszy. W jakimś stopniu widok umierającej przyrody jest całkiem interesujący. Ludzkość ma skłonności do odczuwania przyjemności z o wiele gorszych postępków. Nieustannie porównuję się do Vivere, aby pogłaskać swoje ego, bo w przeciwieństwie do niej jeszcze nie zaprzedałem duszy samemu diabłu.
— Na czym to będzie polegało? — pyta nieśmiało Lena, a ja powoli unoszę głowę.
Jej głos drży, wydaje się coraz mniej rozentuzjazmowana. Prawdopodobnie gorączkowo myśli, bojąc się tego, co może ujrzeć. Założę się, że dziewczyna ma niezwykle bujną wyobraźnię — światełko nadziei potrafi przeobrazić się w gwóźdź do trumny. Sam nie wiem, co stało się z rodzicami Mikler — coraz bardziej mnie to ciekawi, zważywszy na naturę i kontakty Vivere. Zapewne nie odpoczywają na Wyspach Kanaryjskich, popijając wymyślne drinki z palemkami.
Na miejscu Leny postąpiłbym tak samo, zaryzykowałbym. Kłamstwo uderzy cię w twarz, prawda także — prawdopodobnie z krzesła — lecz poda rękę, byś mógł wstać i dumnie unieść głowę.
— Mogę przeglądać ich wspomnienia. Sprawdziłem, mam do nich dostęp, choć w przypadku Twojej matki jest... coś dziwnego. Umysłów twoich rodziców nie chroni żadna bariera — tłumaczę dość wymijająco, ponieważ zadaję się jedynie z laikami. — Natomiast ty i Arcana możecie do nich... wejść? Oczywiście ze mną i za moim pozwoleniem. Tak, można to tak ująć. Będziecie niewidzialni i tak dalej. W żadnym stopniu nie wpłyniecie na przeszłość. Żadna równowaga nie zostanie zachwiana. Dobrze, że nie zdecydowałaś się na samotną wędrówkę. Mogłabyś mieć problem z powrotem, gdyby wspomnienia okazały się... — Nie muszę dokańczać. — Mógłbym ci opowiedzieć, co sam widzę, ale myślę, że powinnaś zmierzyć się z tym sama.
— Naturalnie... Testy były... mniej przerażające — mruczy Lena, stopniowo zaczyna się otwierać. Raczej z przymusu, a nie chęci. — Ale muszę to zrobić. M u s z ę. — Daleko jej do niezwykle pewnej siebie Miki.
Kiwam półprzytomnie głową, nie panując nad tym. Wzrok przenoszę na Arcanę, który stoi nieruchomo, badawczo mi się przyglądając. Przyłapany rumieni się i speszony wbija wzrok w ziemię. Intensywny błękit jego oczu kojarzy się z niewinnością. Sam nie grzeszę subtelnością, ale to niemożliwe, by nagle wszyscy zaczęli widzieć coś podejrzanego w moich czynach. Karma zawsze wraca, lecz zazwyczaj z opóźnionym zapłonem.
— Nie traćmy czasu — obwieszczam, wyciągając ręce do towarzyszy, którzy już po chwili łączą także swoje dłonie. Tworzymy coś na kształt nierównego trójkąta. — Od kogo zaczynamy?
— Od mojego taty — odpowiada Mikler zadziwiająco pewnie, wręcz podejrzanie, zerkając w stronę Arcany. Wymuszonym dopowiedzeniem jeszcze się pogrąża. — Przez to c o ś dziwnego z mamą. Tak, dlatego. Tak będzie lepiej, prawda?
— To twój wybór — zapewnia Arcana, wysyłając dziewczynie słaby uśmiech.
— Zamknijcie oczy — polecam, samemu przymykając powieki i biorąc głęboki wdech. Próbuję się rozluźnić, nie reagować na rozpraszające bodźce. — Zrelaksujcie się, wyciszcie. Musicie być skupieni, musicie bardzo a to bardzo tego chcieć. Myślcie o nich, o łączącej was więzi. Musicie ją poczuć, by połączenie nie zostało zerwane. Sięgajcie śmiało po wspomnienia, nie bójcie się ich. I nie omijajcie Stelli. Ból się czasem na coś przydaje. Tu jest krynicą silnych uczuć.

22 komentarze:

  1. Może i nic się specjalnego nie działo, ale rozdział ciekawy, zwłaszcza końcówka. Subtelnie zachęciła do czytania i oczekiwania na kolejny rozdział :)
    I bardzo spodobały mi się słowa opisu Milana odnoście bólu oraz słowa kończące rozdział. Uwielbiam takie filozoficzno-poetyckie opisy (co zresztą chyba widać po moich rozdziałach XD).
    Zastanawiam się co stało się u rodziców Leny, a "to coś dziwnego" u matki Mikler bardzo intryguje.
    Rozdział jak zwykle pro i piękny ;)
    Czekam na kolejny c:
    Dziś krótko bo mam zawrót głowy z lekcjami i jestem wypompowana...
    PS: Widzę, że oglądasz Supernatural :3 uwielbiam ten serial, a zwłaszcza Sam'a :P
    Mniej więcej za ile kolejny rozdział? ;3
    Pozdrawiam, weny, inspiracji, dobrych ocen i miłego c:

    anielskie-dusze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobry wieczór.
      Powiedzmy, że to taka cisza przed burzą, hah. Widać, widać. I dobrze, bo ja też je lubię. Dowiesz się już w następnym rozdziale. Rozumiem, oczywiście. Supernatural nie oglądałam (oupsss), ale mam za sobą sporo Destielowych ff i gifów, więc...
      Chciałabym go dodać w weekend, ale nie obiecuję.
      Dziękuję, wzajemnie, słońce. :)

      Usuń
  2. Oj, czekałam niecierpliwie, czekałam! Tak sobie zaglądałam co jakiś czas tutaj do ciebie i sprawdzałam, czy już coś się pojawiło.
    Cóż, muszę przyznać, że perspektywa Milana jest cudna. Ja osobiście ją uwielbiam i stwierdzam, że dużo lepiej czyta mi się opowiadanie jego "oczami". Jestem zakochana w sposobie bycia Milana, choć pewnie w normalnym życiu taki człowiek doprowadzałby mnie do szaleństwa. No, ale to twór fikcyjny, a ja uwielbiam podobne charaktery w literaturze.
    Niby stara się nie czuć i pozostać bezwględnym, ale przejął się losem dziecka, które prawdopodobnie zostało zamordowane. Nie, to mnie nie dziwi, a raczej jest pokrzepiające. Poza tym ciekawie czyta się o Lenie z perspektywy Milana. Przedstawia ją w taki specyficzny sposób, który jednocześnie dopełnia cały obraz tej postaci, który byłby nieuchwytny, jeżeli całą opowieść "przeżyłaby" tylko Lena. Tak jest lepiej. Kolejny mocny punkt.
    Czyli rytuał się udał? Milan jest wolny, a przynajmniej nic na siłę nie trzyma go przy Vivere? Lena mu to umożliwiła, ale nie jestem pewna, czy ona do końca jest świadoma, co zrobiła. Poza tym chyba dalej nie wie, że to Milan przyczynił się do jej śmierci? Albo mi coś umknęło? Wybacz, nie myślę dzisiaj dostatecznie prawidłowo, więc gdy zacznę coś filozofować od rzeczy, to przymknij oko.
    Nie dziwię się, że Lena chciała mieć przy sobie kogoś, kto ją wesprze. To chyba normalna reakcja, a to, że zdecydowała się na udział Arcany - oczywista oczywistość według mnie.
    Urzekł mnie fragment o wyższości prawdy nad kłamstwem. Popieram! Szczerość jest trudna, ale w efekcie przynosi ukojenie. Oszustwem tego się nie osiągnie. Szkoda, że Milan nie korzysta z własnych rad...
    Jestem ciekawa tego, co przyniesie wizyta w umysłach rodziców Leny. I co nie tak jest z jej mamą? Aj, same pytania, zero odpowiedzi!
    Czekam na ciąg dalszy z niegasnącą ciekawością.
    Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego dzionka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, jak miło. Też wolę tę księgę, zarówno jeśli chodzi o narrację jak i wydarzenia. Cóż, Milan jest bardzo niejednoznaczny, a ludzie to kochają.
      Tak jak Lena jest inna w perspektywie Milana, tak i on u niej był inny, prawda? Starałam się to zaznaczyć. Nie wie, nie wie. Małymi krokami do celu. Może Milan nie chce dostać z krzesła w twarz, hah?
      Dziękuję za uroczy słowotok. Trzymaj się. xx

      Usuń
    2. Oj, zdecydowanie! Ja wprost wielbię takie zagłębianie się w psychikę bohaterów, więc mnie kupiłaś tym, że dajesz nam możliwość poznania tego, co siedzi w łepetynie Milana. Lena dokładnie nie mogła go opisać, bo zwyczajnie nie znała jego myśli i nieco inaczej go oceniała.
      Ej, ale czasami taki cios, nawet krzesłem przez łeb, bardzo się przydaje! Zwłaszcza, gdy człowiek zaczyna za bardzo cudować. Milanowi by się to przydało, a w każdym razie napewno by nie zaszkodziło. Serio.

      Usuń
    3. Tu wszyscy inaczej się oceniają, niż powinni... W większości. Zobaczysz. Hah, Milan weźmie sobie Twoje słowa do serca.

      Usuń
  3. Nie mozna powiedzieć, zeby było o niczym! Nie spodziewałam sie, ze Milan planuje wykonać rytuał, który oddzieli go od Vivere...! Chyba ze to pic ba wodę? Ale jakos watpię... Dużo by ryzykował. Czy wszyscy o tym wiedza, czy tylko Lena? To naprawdę ciekawe! No i musze przyznać, ze końcówka tez. Vardzo mnie ciekawi, czego dowie się Lena na temat swoich rozdziałów. Podobały mi się przemyślenia Milana na temat osoby Leny, np.to, co mowil o jej sposobie wypowiadania się. Lubię rożne perspektywy i zdecydowanie się z nim zgadzam. Serdecznie zapraszam na niezaleznosc-hp.blogspot.com ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem trzeba zaryzykować. Czego dowie się o rodzicach, prawda? O to Ci chodziło, hę? Dziękuję za miłe słowa i komentarz.
      Trzymaj się. xx

      Usuń
  4. Może i rozdział krótki, ale za to sprawia, że na pewno na 19 będzie się czekało z niecierpliwością. Ciekawa jestem, o co chodzi z tym "czymś dziwnym" u matki Leny i z czego to może wynikać. No i ciekawe, co dziewczyna zobaczy w umysłach swoich rodziców.

    Pozdrawiam
    j-majkowska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Długo nie wiedziałam, jak skończyć ten rozdział. Wolałam więc wywołać pewien niedosyt, by nie można było doczekać się dziewiętnastki.
      Dziekuję za komentarz, także pozdrawiam. :)

      Usuń
  5. Zabij mnie. Po prostu mnie zabij. Mój 20 minutowy komentarz, który pisałam na telefonie właśnie szlag trafił. Więc wybacz, ale będzie raczej krótko...
    Bardzo podoba mi się perspektywa Milana.
    Kocham te twoje wstępy. Za niedługo będę bardziej czekać na twoje wstępne słowotoki, zanim w ogóle przejdę do sedna xD
    Milan bardzo chce być perfekcjonistą i zrobić wszystko idealnie, ale moim zdaniem takim sposobem to on najprędzej się poparzy. Oczywiście ciekawi mnie, czy stał się już wolny, ale na to jak widać będziemy musieli poczekać.
    Z pewnością nie traktuje Leny poważnie. Powiedzmy ze według mnie najmniej poważnie z wszystkich. A moim zdaniem jednak powinien. Od tak, takie przeczucie, że może się na tym przejechać. Lena mimo to nie powinna być aż tak ufna. Po prostu w takich momentach, czasami powinno się ograniczyć...swoją Emocjonalność?
    Moje serce krwawi. Komentarz na przeprosiny, za tak długą nieobecność miał być długi i w ogóle był dobry. Przez przypadek przełączyło mnie na wcześniejszy rozdział, gdy zjeżdżałam w dół, żeby skończyć ostatni akapit.
    Więc ten komentarz nie jest ani dobry, ani ciekawy...
    No to ten. Wyszło jak zawsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, może w tym rozdziale, nie działo się nic specjalnego, znaczy wiesz - rozumiesz. Ale to nie znaczy ze nie był dobry. Tak dopisałam w sumie bo..mi przykro, że nie wyszło tak jak chciałam.

      Usuń
    2. Och, rozumiem, współczuję, każdy komentator chyba zna Twój ból. Zwłaszcza gdy lubi pisać komentarze na komórce (jak i ja).
      Fajnie to ujęłaś. Dużo osób... jakby lekceważy Lenę, w ogóle nie uważa jej za zagrożenie, a, przez test, to nie takie oczywiste. Jest dobry i ciekawy, groszku. Nikt nie oczekuje tu wypracowań. Pisz to, co czujesz, choćby krótko.
      Jesteś najlepsza, słońce.

      Usuń
  6. I nadrobiłam wszystko :)
    Zdecydowanie bardzo podoba mi się to odwrócenie sytuacji i teraz mamy perspektywę Milana. Z początku był pokazany trochę tak na uboczu, a teraz dowiadujemy się tylu rzeczy... No, może pewien zarys, bo jak to ty, przekazujesz nam informację stopniowo, heh xD Chyba najbardziej zadziwił mnie fakt, że Milan ma coś wspólnego z samobójstwem Leny. I to, że ma styczność z Vivere. Rozkręca się to opowiadanko, nie ma co ;)

    Pozdrawiam i czekam na ciąg dalszy, groszku pachnący :*:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pokazanie na uboczu było celowe. Pozwoliło na większy efekt (wow). Spróbuję dokończyć dziewiętnastkę i wstawić w weekend, ale nie obiecuję.
      Także pozdrawiam. :)

      Usuń
  7. Niespodzianka! Jest przed pierwszą, a muszę wstać przed siódmą i zaraz wykopią mnie z internatu za nieprzestrzeganie ciszy nocnej, i nie umiem na francuski, a nauczycielka to jakiś pogrom uczniowskich dusz, i mam ciasto na zewnętrznym parapecie, a gołębie nawiedzają te okolice. Ale czego się nie robi dla Mila… dla czytania!

    Podoba mi się początek. Takie ukryte przejmowanie się ze strony Milana i na powrót obojętność z mrocznymi wizjami na czele (przebłyski człowieczeństwa?). I podoba mi się, że nie zagłębiłaś się w jego myśli w stylu: omójbożecojazrobiłem; tylko napisałaś o reakcji fizycznej. To super. Serio fantastyczne.
    A do pierwszego akapitu za przerywnikiem się przyczepię. To trochę niejasne i ma się wrażenie, że Milan jest wszechwiedzący, kiedy wspomina o ostrzeganiu i trampkach. Bo skąd zna jej intencje? Jej odczucia? Jest inteligentny, ale to takie zbyt… twierdzące. Przynajmniej w moim odczuciu.

    „scyzoryk, świeże serce oraz krawieckie nożyce”? Że co? W pierwszej chwili pomyślałam, że chce zabić (sic!) Lenę. A potem pomyślałam, że wykorzysta tego noworodka z zakonu. Ale Milan jednak nie jest taki brutalny. A szkoda.
    „Koniec z ryzykownymi zagraniami.” To mówienie jej o tajemnicach nie jest ryzykowne? Zaskoczyło mnie to totalnie. A, i dalej masz stąpanie po krawędzi. Skoro to nie jest ryzykowne dla Milana, to co jest? Niby ma skrzydła i tak dalej, więc jak spadnie, to wzleci, ale mimo wszystko.
    Strasznie chce mi się śmiać, jak Lena jest taka milutka dla tego, który ją zabił. Poniekąd.

    „Kłamstwo uderzy cię w twarz, prawda także — prawdopodobnie z krzesła — lecz poda rękę, byś mógł wstać i dumnie unieść głowę.” Kocham. Serio. Krzesło mi trochę zepsuło sentencjonalny klimat, ale i tak.
    „Ból się czasem na coś przydaje. Tu jest krynicą silnych uczuć.” To też, nieco mniej, ale też kocham. Milan w wersji poetyzującej jakoś do mnie przemawia.

    Nie wiem, co napisać o całości. Śpię już trochę. I tylko dlatego nie zabiję Cię za brak informacji o rodzicach Leny. POLSACIE TY JEDEN. Wyczuwam mroczność w przyszłym rozdziale.

    Bonne nuit!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS Too precious to chyba Lena. Hah. Taka naiwna duszyczka do skoszenia dla Milana. Tak to widzę.

      Usuń
    2. Ojej, serio mnie zaskoczyłaś, hah. Po tym drugim zdaniu mam wrażenie, że Cię deprawuję.xd Przejrzę ten fragment. Zobaczę, jak to wygląda. Ale byłby twist, gdyby zamordował Lenę, hah. Milena [*]. To i to jest ryzykowne, mówienie o tajemnicach chwilowo wydaje się Milanowi bezpieczniejsze. Też uwielbiam tę jej milutkość w stosunku do Milana, przepraszanie Leny wygrywa. No troszkę mroku będzie... Śpij, śpij, hah.
      Bonne nuit!

      Usuń
  8. "a znów poplamiłam sobie ręce krwią" - poplamiłem.
    Rozumiem dlaczego tak często użyłaś tego "niewinne dzieci", ale jak dla mnie to było takie... filmowe i mnie zawsze takie echo męczy podczas czytania.
    Jakim cudem on się zamienił w Lenę, to przez tego niemowlaka?
    Nie jestem pewny czy ona dobrze postępuje, że zgadza się mu pomóc. Chyba powinna... odmówić. Z Milanem jest coś nie tak, nawet jeśli ma jeszcze jakieś uczucia i ludzkie odruchy, to jak dla mnie zdrajcy nie mają prawa do życia i to niezależnie czy mąż zdradza żonę, czy przyjaciel kumpla. Jedyny wyjątek to wtedy, gdy zdrada chroni rodzinę, a nie widać by Milan w ten sposób chronił siostrę.
    Podobało mi się to zdanie o kłamstwie i prawdzie co wali z krzesła xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kompletnie nie umiem wyłapywać takich błędów przy korekcie... Dzięki więc.
      Potrzebował krwi niemowlaka do rytuału, a także kogoś z rodziny swojej pani (czyli Vivere), więc wziął jej podopieczną, naszą Lenę.
      Ale Lena jeszcze tego nie wie. Milan jest na razie dla niej tylko tajemniczy i może trochę dziwny.

      Usuń
  9. Ojej, jak dawno mnie tu nie było. Jakaś taka nieogarnięta jestem ostatnio, ale mam nadzieję, że zaraz mi przejdzie. :)
    Kurczaki, bardzo mi się podoba ta zmiana punktu widzenia. Dzięki temu widać, jak Lena postrzegała swoje zachowanie i jak robią to inni. Szczególnie ten fragment, gdy Milan mówi o sposobie wysławiania się Leny, naprawdę bardzo dobre.
    Przypuszczam, że Vivere nie będzie za bardzo zadowolona, gdy dowie się o dezercji Milana. Chyba że spróbuje jakoś ten fakt wykorzystać, w końcu z takimi ludźmi czy tam aniołami nigdy nic nie wiadomo. ;)
    Ta sytuacja z rodzicami Leny też wygląda dość podejrzanie, ale może się coś rozjaśni i dziewczyna wychwyci i zrozumie to "coś", czego nie był w stanie zrozumieć Milan?
    Mam nadzieję, że w tym tygodniu uda mi się już nadrobić całość i w końcu zająć się, hm, świętowaniem urodzin "Kota". :)
    Pozdrawiam serdecznie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, każdy z nas ma czasem taki okres, zrozumiałe. Zawsze staram się to podkreślić... albo to, jaki wydawał się Milan w narracji Leny, a jaki wydaje się teraz. Niespodzianka? Lepiej zastanowić się, kto na koniec będzie zadowolony. :)
      Bez pośpiechu. Kicia jest łaskawa.
      Także pozdrawiam. :)

      Usuń

W blogosferze jest naprawdę miło, gdy szanujemy się nawzajem i doceniamy czyjąś pracę. :)

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
http://kot-z-maslem.blogspot.com/