20 maja 2016

4. Kukułki

Obiecuję, że w piątce wreszcie zacznie się coś dziać. I przepraszam za dziecko-nie-dziecko. W mojej głowie Luelle przedstawiała się lepiej i była ciekawa, a nie nienaturalna.
...........................................

† † †
Ty jako pierwszy dopada Ikera i zaczyna nerwowo potrząsać jego ramionami. Marszczy czoło i pytająco spogląda na anioła. Tak jak i ja, nie rozumie, co się dzieje. Klękam przy nim, chwyciwszy pospiesznie umowę. Arcana przykrywa dłoń drugą i przyciska mocno, jakby nagle jego serce zabiło. Wykrzywia twarz w grymasie bólu. Zaciska mocno powieki, spod których, mimo tego, wypływają łzy. Kiedy ponownie otwiera oczy, domyślam się, że nie chodzi o fizyczne cierpienie.
Czy tak wyglądała moja rodzina, gdy, nie zważając na ich uczucia, targnęłam się na własne życie? Czy narcystycznie sprowadziłam na nich olbrzymie nieszczęście i zgubę jak Tenebris? Co czuł ten przeklęty chłopiec, kiedy dowiedział się, że jego matka, mająca wgląd w przyszłość syna, zrozpaczona popełniła samobójstwo? Jak reagował na famy o swoich narodzinach i wszystkich okropieństwach, które one wywołały?


— Stary, co się dzieje? Nie żyjesz od kilku miesięcy, nie możesz czuć bólu — bełkocze Artificem, kręcąc głową.
— Nie ja, nie ja... — tłumaczy Iker półprzytomnie, wpatrując się w obrany punkt przed sobą.
Nieruchomieje, zastyga, klękając z rozchylonymi wargami. Przypomina mi teraz pozostałych pacjentów, zimnokrwistych i nieobecnych, którzy już nic nie odczuwają. Mam wrażenie, że utraciłam tego sympatycznego, ciepłego młodzieńca na zawsze. Czy mnie też to czeka? Z jakiego powodu, kiedy?
— Stella? — pyta Ty i tym razem to ja tężeję. Już wiem, czyim Aniołem Stróżem za życia był Arcana. Więź między opiekunem a podopiecznym widocznie jest niezniszczalna. Ogarnia mnie strach, gorączkowo myślę o sześcioletniej siostrze, którą zostawiłam ja i rodzice. To wprawdzie nie ich wina, ale moja już tak. Nigdy sobie nie wybaczę, jeśli coś jej się stało. Czuję, jak ogromny kamień spada mi z serca, gdy szatyn kręci głową. — O mój Boże... Przysięga krwi... — Tym razem kiwnięcie.
Ogarnięci uczuciami i nienawiścią do świata, sporządzili przysięgę, nie zdając sobie sprawy, jaką stwarzają potęgę. Nieświadomie złączyli  swoje serca, potem dusze i wieszając się na drzewie, zakończyli te katusze. Iker zaciska dłonie na kosmykach włosów, bieleją mu knykcie. Stara się nie skowyczeć, ale z jego ust i tak wydobywają się pojedyncze jęki. Nie wiem, czy woli być sam, czy dodałoby mu otuchy zwykle poklepanie po ramieniu. Zna mnie, ponieważ czuwał dzielnie nad Stellą. Dociera do mnie, ile zawdzięczam temu aniołowi. Czuję się okropnie, nie będąc wstanie mu pomóc.
— Idź — poleca Artificem, szturchając mnie ramieniem. — Trafisz bez problemu do pokoju. Powinnaś znaleźć tam jedzenie. Potem się prześpij, potrzebujesz siły. Jutro pierwsze zadanie testu, najłatwiejsze, tak przygotujesz się najlepiej.
— Ale... — sprzeciwiam się, ale nie daje mi dokończyć.
— Idź stąd — warczy przez zaciśnięte zęby, nie pyta o zdanie.
Instynktownie kiwam głową, podnosząc się niemrawo. Towarzyszy mi deprymujące odczucie, że powinnam coś powiedzieć, ale nie mogę nic wymyślić. Żadne słowa nie są w stanie kompetentnie oddać intencji. Odchodzę tyłem, nie mogąc oderwać wzroku od Arcany. Szepcze coś, co brzmi jak: dobry Jezu, a nasz Panie, daj mu wieczne spoczywanie, po czym żegna się, z trudem panując nad trzęsącymi się kończynami. Ty obejmuje go niezdarnie ramionami, a ten zaczyna wypłakiwać mu się na ramieniu, nie będąc w stanie powstrzymać eksplozywnego szlochu. Nikt nie mówi, nawet nie sugeruje, że zdarzenie jakkolwiek łączy się z moją osobą. Jednak domyślam się tego i czuję się jak najgorszy człowiek na świecie.

† † †
Całą noc przewracam się z boku na bok, nie mogąc znaleźć odpowiednio wygodnej pozycji. Drętwieje mi jedna z rąk, potem noga, czuję pulsujący ból w karku. Opatulam się kołdrą pod samą szyję, ale i tak chłód ogarnia mnie całą. Śpię w butach, więc nie marzną jedynie moje stopy, które wcześniej były najbardziej narażone na odmrożenie. Nieustanne dreszcze wszystko dodatkowo utrudniają. Przyjemna, bijąca od bluzy woń wywietrzała niemal zupełnie. Wciągam już tylko nieprzyjemny, kojarzący się ze szpitalem zapach. Pocieram dłonią twarz, cera jest niemiła w dotyku przez zaschnięte na niej łzy. Nieobecnym wzrokiem wpatruję się w sufit, na którym cienie kładą iście bajkowe wzory. Jeden z nich przypomina rozłożyste drzewo o potężnie rozgałęzionych, efektownych konarach. Noc jest wyjątkowo jasna, kaskada gwiazd owocuje światłem wpadającym do pomieszczenia przez nie zasłonięte okno. Paranoidalne utyskiwanie spędza mi sen z powiek. Tkwię w nienaturalnym bezruchu, krążąc nieustannie myślami wokół tragedii rozgrywającej się w mojej rodzinie, jak i osobistej niedoli Ikera.
Dokucza mi głód, ale mimo to nawet nie ruszam postawionych na komodzie dań. Nie mogłabym nic przełknąć, prędzej bym zwymiotowała. Tylko tego mi jeszcze brakuje. Za to piję dużo wody, czując nieustanną suchość w gardle przez leżenie z rozchylonymi wargami. Oddycham przez usta, gdyż lepszą opcję uniemożliwia zatkany nos. Próbuję zamknąć oczy i, dzięki odprężającym fantasmagoriom, dać się porwać w objęcia Morfeusza. Jednak za każdym razem nie wytrzymuję ze znudzenia i z powrotem unoszę powieki. Zaczyna mi brakować silnej woli, zaraz opuszczę pokój. Nie odpocznę przed testem, co najwyżej zacznę przypominać katatonika. Zostaję w sali tylko dlatego, że Ty'owi wyraźnie przeszkadzała moja obecność, a gdzie mogłabym pójść, jeśli nie do jedynych sojuszników? Iker stracił ukochaną osobę, nie zamierzam zaciskać pętli na jego szyi.
Mimo przeciwnych wyników rozważań, wstaję z łóżka i kieruję się do drzwi. Zobaczę, gdzie mnie nogi poniosą, skoro w ośrodku nie można się zgubić. Wychodzę na korytarz. Światło włączonych lamp, które wiszą u sufitu, oświetla jego obszar. Słyszę działanie wentylatora i dochodzący z oddali głos. Początkowo chcę iść w zupełnie przeciwnym kierunku, ale stwierdzam, że mam dość hipokryzji. Oceniam pacjentów obojętnych na cierpienie pozostałych, a sama najchętniej zamknęłabym oczy i zasłoniła uszy, by nie widzieć i nie słyszeć czyhającego na wszystkich, podstępnego zła. Muszę robić wszystko, by nie utracić człowieczeństwa, zapewne potrzebnego w każdym z zadań testu. I mnie samej. Powolnie kieruję się w stronę, z której dochodzi czyichś lament. Gdy mijam zakręt, zauważam skuloną w rogu dziewczynkę. Siedzi tak, obejmując kolana rękoma i chowając twarz. Widzę jej niebieską szatę i falowane, ciemne włosy, których zapewne zazdrościła właścicielce niejedna rówieśniczka.
Ganię siebie za pierwszy odruch — odwrócenie wzroku. Próbuję usprawiedliwić takie zachowanie. Przecież i tak jej nie pomogę, nic nie mogę zrobić. Ale czy Iker kiedykolwiek autentycznie czuł, że może mnie wspomóc? Prawdopodobnie nie, ale nie powstrzymała go zła wróżba. Być może ze względu na Ty'a i moją wartość w wojnie Stron, ale to bez znaczenia. Jeśli pomocnik ma dobre intencje i naprawdę przynosi pożytek, chyba nie liczy się, dlaczego akurat tak postępuje. Chodzi o efekty. Biorę głęboki wdech i podchodzę do dziewczynki, po czym klękam przy niej niezdecydowanie.
— Witaj, mała, coś się stało? — szepczę możliwie sympatycznym tonem, przywołując na twarz jeden z tych sztucznych uśmiechów.
Brunetka podnosi wzrok i spogląda na mnie równie ciemnymi co włosy, migdałowymi oczami, które okala kurtyna długich, gęstych rzęs. Ociera mokrą twarz, pociągając głośno nosem. Jej wargi drgają od łkania, a na porcelanowej cerze dostrzegam sine zabarwienia. Ma z sześć, góra osiem lat. Zastanawiam się, co dziecko robi w przedziale SAMOBÓJSTWO.
— Nie jestem mała — żacha się nieśmiało, mówiąc cicho i szybko.
— To nie było nic złośliwego, raczej pieszczotliwego...? — tłumaczę, nie przestając się uśmiechać. — Więc, czy ta duża dziewczynka przede mną odpowie na pytanie?
Wzrusza ramionami, ale zaczyna mówić już po chwili. Zamieniam się w słuch, cierpliwie czekając na konkrety.
— Od kiedy tu jesteś? — pyta takim tonem, jakby od tego zależało wszystko. Gdy odpowiadam, że niecały dzień, przykłada drobną dłoń do mojego policzka. — Oddychasz. Mama mówiła, że takich ludzi mam szukać, a od reszty trzymać się z daleka, bo dla nich już za późno i tylko się zawiodę.
— Jakie to wszystko ma znaczenie? O czym mówisz? — próbuję wyciągnąć więcej informacji.
Dziewczynka zaczyna niespokojnie rozglądać się po korytarzu. Zastyga w bezruchu, kiedy mija nas jeden z ochroniarzy. Gdy natomiast znika za zakrętem, widzę jej wyraźną ulgę.
— To dłuższa historia — wymiguje się.
— Mam dużo czasu, przerażająco dużo  — oświadczam, siadając po turecku.
Wolałabym oprzeć się o ścianę, ale mała nadal trzyma dłoń na moim policzku i nie mam serca jej odtrącać. Mój wzrok spoczywa na ubraniu towarzyszki,  nie mogę znaleźć żadnej plakietki. Jest bystra i szybko pojmuje, dlaczego wysyłam pytające spojrzenia.
— Zgubiła się, ale to nic takiego. Tu wszystko w końcu się znajduje. Jestem tu tylko kilka godzin, ale... ale wiem. — Zająknięcie się sugeruje, że w ostatniej chwili zrezygnowała z całkowitej szczerości i wybrała wymijającą prawdę. — Mam na imię Alicja. Tak naprawdę to nazywam się Luelle Casillas... tak brzmi moje prawdziwe imię i nazwisko. Tylko tata zawsze kazał mówić do mnie Ala, bo Luelle kojarzyło mu się z moją odpowiedniczką. Mama twierdziła, że dobrze jest używać prawdziwych danych, nie tych ziemskich, choćby się nimi posługiwał przeciwnik z Tenebris. To sprawia, że lepiej znamy samych siebie i nie boimy się naszych złych stron, natomiast doceniamy swoje zalety.
— Masz... miałaś bardzo mądrą mamę — oceniam instynktownie.
— Wiem. Mów więc do mnie Luelle, Angeli — mówi coraz pewniej, praktycznie przestaje płakać.
— Ja wolę Lena — oznajmiam, spoglądając na swoją plakietkę, którą dziewczynka uważnie czyta. — Powiesz mi, dlaczego płakałaś? Może będę mogła ci pomóc? — podejmuję kolejną próbę uzyskania jej zaufania, staram się być ostrożna i się nie spoufalać.
Luelle przykłada palec wskazujący do wąskich ust, wydając z siebie karcące: ciiii... Kiwam głową, dostosowując się. Ruchem ręki pokazuje, bym usiadła jeszcze bliżej, toteż tak czynię.
— Ciszej. — Jej głos przeradza się w szept, gdy nachyla się do mnie. Gdyby żyła, czułabym jej oddech na szyi. — One nas słuchają, cały czas.
— Kto? — pytam równie cicho.
— Zbłąkane dusze — wyjaśnia, znów drży, ale powstrzymuje łkanie. — Nasz smutek jest ich wybawieniem. Łakną go, tylko więcej, i więcej, i więcej. A kiedy zabierają człowiekowi cały smutek, przestaje on być człowiekiem.
Mam przed oczami wszystkie horrory o nawiedzonych dzieciach, czuję się co najmniej niepewnie. W moich uszach gości śpiewka Rumpelsztyka z Dawno, dawno temu: Karmisz szaleństwo, a ono żywi się tobą.
— Tata zawsze chciał mieć syna. Tylko syna — zaczyna się zwierzać, szepcząc mi wprost do ucha historię swojego życia. — Mama urodziła mnie i Lleu. Go potrzebował, na niezwyciężonego, bezwzględnego wojownika, bo według niego tylko walka po stronie Tenebris, gdy wojna zacznie się na dobre, będzie miała sens. Chyba nawet myślał o przeniesieniu się na stałe na drugą Stronę. Nas nie chciał. I tak zostałam tylko z mamą, choć robiła wszystko, by zabrać mojego brata. Po kilku latach po niego wróciłyśmy. Skończyło się na tym, że straciła jedno oko. Wypłynęło na moich oczach. — Wzdrygamy się razem. — Zwymiotowałam i zaczęłam krzyczeć, a ostatnie słowa taty, które usłyszałam, brzmiały: płeć piękna jest taka słaba, ty jesteś tak żałośnie słaba. Poszłyśmy do medyka, tam też nocowałyśmy. A mama całą noc tuliła mnie do siebie, szepcząc, że jestem wszystkim, co dobre na tym świecie.
Nie jestem pewna, czy chcę słuchać dalej, ale nic nie mówię. Dziwi mnie wylewność dziewczynki, ale widocznie jej mówienie pomaga. Dzieci potrafią zaskakiwać w najbardziej nieoczekiwanych chwilach. Wydaje się taka zobojętniała. Mówi o cierpieniu, przedstawiając suche fakty.
— Moje życie było całkiem fajne — oznajmia, po czym śmieje się nieśmiało, a ja jej wtóruję dla dodania otuchy. — Kilka miesięcy temu wojna Stron się zaostrzyła. Mama to przeczuwała i podejrzewała, że dosięgnie i nas. Tenebris ma w swoich szeregach wielu aniołów i Queerów, którzy potrafią szperać w czyichś umysłach. Gdy nie chcesz się do nich przyłączyć, mieszają ci w głowie tak długo, aż staniesz się posłuszną lalką. Mama mówiła, że to gorsze niż śmierć, więc gdy dorwali nas wojownicy, kazała mi wziąć... strychninę? — Kiwam, by wiedziała, że dobrze zapamiętała nazwę trucizny. — Wcześniej dużo opowiadała mi o tym miejscu. Trafiają tu ci, których odpowiednicy żyją. Nie była pewna, jak jest z moją, więc wolała mnie przygotować.
Milknie i przeciera załzawione oczy, zdjąwszy dłoń z mojego policzka. Korzystając z okazji, także podpieram się o ścianę i podkurczam nogi, po czym je obejmuję. Myśląc o matce dziewczynki, żałuję, że nie miałam okazji poznać tej silnej oraz mądrej kobiety.
— Zapewniała, że jeśli nie spotkamy się tu, to kiedyś w niebie. Myślała o przysiędze krwi, która gwarantuje, że osoby spotkają się po śmierci, choćby jedna z nich trafiła do nieba, a druga do piekła, ale postanowiła zaufać Bogu — kontynuuje, oparłszy głowę na moim ramieniu.
Zaskakuje mnie ten gest świadczący o zaufaniu i bliskości. Obejmuję ją ramieniem, by nie czuła się samotna. Mnie też to w pewnym stopniu pomaga, choć wolałabym tkwić tak z kimś z rodziny lub chociażby Ikerem, aby w niemy sposób za wszystko mu podziękować. I przeprosić. Gdybym zamknęła oczy i uspokoiła galopujące myśli, czułabym się całkiem jak ze Stellą w kolejny z leniwych popołudni. Siostra umilała nudne dnie swoją niedorzeczną, nigdy nie kończącą się paplaniną o wszystkim i o niczym.
— Uważaj na Queerów i Queerini — ostrzega, bawiąc się kosmykami pięknych włosów.
Gdyby nie strój i niezdrowy odcień skóry, wyglądałaby jak księżniczka. Nawet z opuchniętymi oczami i zaczerwienionym nosem.
— Ochroniarze w dziwnych strojach to Aniołowie Śmierci, służalcy. Queerowie i Queerini tworzą ich, dając skrzydła upadłym aniołom. Aniołowie Śmierci muszą im być potem posłuszni, najczęściej dla nich zabijają — toczy dalej tłumaczenia. Czuję się, jakbym słuchała sędziwego, doświadczonego życiem staruszka. — Queerowie i Queerini to wszyscy z kolorowymi włosami i tęczówkami. Są nieśmiertelni, jak anioły, często mają różne nadnaturalne moce. Recepcjonistka o tych cudownych, turkusowych włosach, gdyby tylko się postarała, zabiłaby nas wszystkich jednym spojrzeniem. Radzę więc unikać patrzenia jej prosto w oczy, choć teoretycznie zabić drugi raz nawet ona nie potrafi. Ci, którzy planują testy i rozmawiają z kandydatami, to archaniołowie. Jest ich niewielu, bo są najwyżsi rangą i mogą robić lepsze rzeczy, władać sektorami, całymi przedziałami. Cenią sobie szczerość. Mama mówiła, że lepiej się wychodzi, mówiąc im, że, gdyby ich zabicie przyniosło korzyści, to by się to zrobiło, niż będąc sztucznie miłym i cukierkowym. Gdzieniegdzie można spotkać i nefilim, takiego jak ja i moja... rodzina.
Luelle ponownie bada grunt, by upewnić się, że nikt nie nadchodzi. Czeka dłuższą chwilę, zanim porzuci obserwacje. Nachyla się do mnie, jeszcze bliżej niż wcześniej. Jej wargi niemal muskają płatek mojego ucha.
            — Zauważyłaś, że dłonie Queerów są nie tylko sześciopalczaste, ale i dłuższe? Według mamy po to, by łatwiej zacisnęły się na twojej szyi.

31 komentarzy:

  1. Od początku jestem jak: no już, dalej, zdradź, co się dzieje z Ikerem, no dalej. A potem kraje mi się serce i mam ochotę tak mocno go objąć, i zapewnić, że wszystko będzie dobrze, i… dlaczego to wszystko budzi we mnie tyle uczuć, ech. Ale to tylko wspaniale o Tobie świadczy. Matko, tak mi cholernie szkoda Ikera. To wrażenie, czy Twoja dusza też cierpiała przy pisaniu tej sceny?
    Nie potrafię napisać nic innego, prócz tego, że opisy, którymi raczysz człowieka od przerywnika, są świetne. Gdzieniegdzie tylko przedzieliłabym je akapitami, kiedy rozpoczynasz nową myśl, nawet jeżeli nawiązuje do poprzedniej. Wyglądałoby estetyczniej.
    Ta dziewczynka jest pożyteczna, sporo wie… okej, to było chłodne i nieludzkie. Ale jak na sześć/osiem lat, wydaje się zaskakująco mądra i oczytana. Mimo wszystko jednak nie nienaturalna, poradziłaś sobie z jej wykreowaniem. Ten jej ostatni komentarz – na miejscu Leny zerwałabym się jak oparzona i schowała za moim Aniołem Stróżem. Gdziekolwiek on się podziewa. Ty, tęsknię!
    Trzy rozdziały – wydawało mi się dużo. Teraz jestem jak: dajcie mi WIĘCEJ i to w wersji papierowej z piękną okładką, żebym mogłam postawić na półeczce i się chwalić, co posiadam. Chcę więcej. JUŻ. TERAZ. Kiedy nowy rozdział? Hah.
    PS Jeżeli kiedyś zacznę pisać fanfiction, to o Ikerze i czarnym ninja będzie pierwszym, na jakie się zdecyduję. Murowanie. *wstydzi się swoich myśli*
    PS2 Widzę zależności między tytułami rozdziałów a ich treścią, czuję się inteligentna!
    PS3 Według Ciebie nic się nie dzieje? Mniejsza, mnie odpowiada taki dzieje-nie-dzieje klimat. Hah. Bo to Twoje, to zawsze dobre.
    PS4 Wspominałam, że Cię uwielbiam, więc PISZ PIĄTKĘ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iker to moje kochane dzecko, oczywiście, że moja dusza ucierpiała. Rzeczywiście będzie lepiej z większą ilością akapitów, przejrzyściej. Czytałabym... Nareszcie, bo naprawdę przeszukałam cały internet i całe książki w poszukiwaniu symboliki ptaków.

      Usuń
  2. Kurde! Tym ostatnim zdaniem przyprawilas mnie o zawał serca niemal...
    Nie rozumiem tylko, czemu uważasz Luelle za nienaturalną. Według mnie świetnie ją przedstawiłas. Takie trochę creepy dziecko. Podoba mi się jej sposób bycia, mówienia. Taka dojrzała jest, taka tajemnicza. I fajnie, że akurat od niej Lena dowiedziała się tego i owego.
    No i błagam cię, nie mów, że nic tu się nie dzieje, bo samym klimatem wszystko nadrabiasz... nie musi być rozlewu krwi i niewiadomo czego, żeby zaciekawić. Mam wrażenie, że ty nawet z leżenia na kanapie potrafiłabyś stworzyć historię wartą przeczytania. Masz talent, no.
    Pozdrawiam i czekam na wincyj!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dowartościowujesz mnie, hehe. Również pozdrawiam. :)

      Usuń
  3. Hm...
    Od czego by tu zacząć.
    Nie lubię teorii o samobojcach. Nie. To źle zabrzmiało. Jeszcze raz.
    Nie lubię jak "samobójca" mówi jak bardzo skrzywdził rodzinę takim zachowaniem. Znaczy niedoszły samobójca bo ona..No rozumiesz. Jak bardzo skrzywdził ich. Człowieku ogarnij się. To Ty byłeś tak zniszczony ze chciałeś się zabić. Ale to też dowód na to ze samobójcy to nie egoisci...
    Uh to gdy chcesz coś powiedzieć a jednak nie..bardzo głupie. Placzaca Pani od religii (przy modlitwie z moją klasą. Miała męża jedną nogą w grobie. Notabene teraz twierdzi ze objawiła jej się Święta Rita a ogółem z mężem wszystko ok) ale wracając. Załamana. Płacze. Koniec lekcji wszyscy wychodzą. Od tak podwozi mnie do domu. Ja chce coś powiedzieć ona to widzi. To tylko jedno zdanie "będzie dobrze". Milczalam. Dalej nie mogę sobie tego wybaczyc.
    Strasznie polubiłam ta dziewczynkę. Pokochałam. Naprawdę. Cudna. Uwielbiam takie postacie. I wcale nie wyszła na "dziecko nie dziecko" Jest fantastyczna. Jesteś genialna Corteen xD
    Pikseel

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię Twoją szczerość i pełnokrwiste opinie. Dziękuję, haha.

      Usuń
  4. Cudownie to wszystko opisujesz :)
    W mojej głowy tworzą się takie obrazy...
    Po prostu nie mam pojęcia co się ze mną dzieje :)
    Lecę dalej!

    Vicky ❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słodzisz, słodzisz, ale to bardzo miłe.

      Usuń
  5. Ostatnie zadanie lekko mną wstrząsnęło, nie ma co. Jak na osmiolatke to ma trochę za dorosły i poważny sposób wypowiadania się, jednak to specjalnie nie przeszkadza ;)
    Swoja drogą, skąd pomysł na nazwy rozdziałów? Czy gdzieś w głębi duszynpragniesz zostać ornitologiem? ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję. O tytułach wypowiedziałam się w podstronie FAQ, więc nie będę się tu powtarzać, tylko zaproszę tam.

      Dziękuję ślicznie za odzew. :)

      Usuń
  6. Będzie krótko i konkretnie :P
    Rozdział ciekawy, powoli ujawniasz i opisujesz w każdym z rozdziałów świat przedstawiony - to lubię najbardziej w książkach, więc coraz bardziej podoba mi się ta historia ;)
    Dalek tylko niezbyt rozumiem co stało się Ikerowi, możliwe, że czytając czegoś nie połączyłam, nie zrozumiałam. Ale ogarnę raz jeszcze poprzednie rozdziały i spróbuję wejść na dobry tor interpretacji :)
    Rozdział ciekawy a ostatnie zdanie Luelle rodem z Supernatural hehe (nie wiem czy oglądałaś ten serial, ale polecam c: )
    Pozdrawiam weny i do jutra ;)

    anielskie-dusze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa. Nie oglądałam, ale w miarę orientuję się w fabule.

      Dziękuję za komentarz. Wzajemnie. :)

      Usuń
  7. Zastanawia mnie sprawa Ikera. Co z nim? Ty to pojął, a ja chyba nie załapałam. To wyglądało, jakby ktoś umarł i chłopak przeżył to boleśnie. No, ale na tym się kończą moje przypuszczenia. Coś musiało mi umknąć, a może jasne stanie się to nieco później.
    Mamy kolejną postać - Luelle. Intrygująca z niej dziewczynka. Faktycznie wydaje się bardziej dojrzalsza, niż mogłabym tego oczekiwać po kimś w jej wieku. Przeszłość ma bolesną, ale chyba jak każdy w tym otoczeniu.
    Okazała się niezwykle przydatna, bo nieco lepiej wprowadziła Lenę do tego dziwnego świata, a przy okazji mnie również. Napomniała o sprawie tych Queerów i Queerini. Ciesze się, bo te nazwy intrygowały mnie od jakiegoś czasu. Teraz już wiem. Potworne kreatury. Nie chciałabym mieć z nimi do czynienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Umarła osoba, z którą Iker był związany Przysięgą Krwi (jak Tenebris i Lux z ballady), więc odczuł to boleśnie.

      Cieszę się, że polubiłaś (choć to może złe słowo) Luelle i okazała się ona pomocna.

      Dziękuję ślicznie za komentarz i pozdrawiam. :)

      Usuń
  8. Zawsze mnie w pewien sposób fascynowała idea połączenia dusz czy właśnie przysiąg, które praktycznie nierozerwalnie łączą dwie osoby, więc ucieszyłam się, widząc u Ciebie ten wątek. Nie zmienia to oczywiście faktu, że niezmiernie szkoda mi Ikera. Przedstawiłaś jego cierpienie w bardzo wiarygodny sposób, za co oczywiście należą Ci się ogromne gratulacje. :)
    Mam jeszcze jedno pytanie: jeśli Iker był Aniołem Stróżem Stelli za życia, to znaczy, że zmarł już jako anioł i wtedy przestał nim być? Ponieważ po tym fragmencie czuję się odrobinę zagubiona. Chyba że u Ciebie aniołowie mogą umierać? Nie wiem. :(
    Nie wiem, dlaczego narzekasz na postać Luelle. Fakt, wydaje się nadzwyczaj dojrzała jak na swój wiek, ale po takich przeżyciach chyba nikt nie zachowywałby się dziecinnie, nawet dziecko.
    Chciałam jeszcze tylko zapytać, skąd wzięłaś słowo "queer"?

    Pozdrawiam serdecznie i do jutra :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniołowie mogą umrzeć podczas Ordinarii (spokojnie, niedługo się to wyjaśni). Jeśli chodzi o Queera... Trochę się bawiłam tłumaczem, dodawałam coś od siebie, by lepiej brzmiało...
      Dziękuję, wzajemnie. Do jutra.

      Usuń
    2. W porządku, skoro aniołowie mogą u Ciebie umierać, to w zasadzie uwag nie mam, zwłaszcza że będzie to wyjaśnione.
      A o "queer" pytam, ponieważ to słowo ma dość... specyficzne znaczenie i zastanawiałam się, czy użyłaś go świadomie. :)

      Usuń
    3. Jakie specyficzne znaczenie? Bo nie jestem pewna, heh.

      Usuń
    4. Że tak zacytuję za wikipedią: "określenie używane od lat 90. XX wieku do opisywania społeczności LGBT i jej członków". Dlatego trochę mnie zdziwiła obecność tego słowa, no chyba że można spodziewać się pod koniec jakiegoś niezłego plot twistu, biorąc pod uwagę relację Luxa i Tenebrisa z Legendy.
      I też nie zrozum mnie źle, nie piszę tego ze złośliwości czy dla czepiania się. Bardzo mi do tego daleko, więc nie chcę, żebyś poczuła się krytykowana czy coś w tym stylu.

      Usuń
    5. Pierwsze słyszę, poważnie, hah. Oczywiście, nie zrozumiałam tak tego. Dobrze, że masz skojarzenia.

      Usuń
  9. Dość interesująca z tej dziewczyny, ta Luelle. Zastanawiałam się, przez całą notkę, skąd jej matka tak wszystko wie o Aniołach, itp, skoro byli żywi - a to proszę, nasze Nefilim się pojawiło,heh^^

    Zaniepokoił mnie ten początek - ten nagły atak Ikera i ta Przysięga Krwi. Czy ja dobrze zrozumiałam: on cierpi, bo ta kobieta również przeżywa katuszę, przez tą Przysięgę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do Nocnych Łowców im daleko, heh. Iker cierpiał, bo umarła osoba, z którą był związany Przysięgą Krwi.
      Dziękuję za komentarz.
      PS Niedługo wpadnę do Ciebie, już mam sporo przeczytane. Muszę jeszcze tylko coś sensownego sklecić i dodać.

      Usuń
    2. Ach, to szkoda - myślałam, ze coś pod adresem DA się pojawi, :)
      I dzięki za wyjaśnienie, wiem już wszystko.

      Usuń
    3. Lena to fangirl, wszystko jest możliwe. :)

      Usuń
  10. A więc oni byli klonami wszyscy, tą lepszą wersją złych ludzi co ich zesłano do złego wymiaru, bo na ziemie zasługują tylko ci dobrzy, tak? Coś pokręciłem?
    Gdzieś miałaś cytat, znaczy nie cytat a zdanie, z którym się już wcześniej gdzieś spotkałem i zastanawiałem się gdy czytałem, czy to zbieg okoliczności czy naumyślny zabieg. To było na samym początku jakoś... o już znalazłem "Równowaga nie istnieje. To brednie dla głupców... idealistów, którzy nawet w złu chcą widzieć pożytek."
    Natomiast jeśli miałbym się wypowiadać tylko o tym rozdziale, to czytając miałem skojarzenie z Dante i jego wędrówce po zaświatach. Nie wiem czy miałaś okazję czytać? Chyba jeszcze za młoda jesteś, ale może, może... Wiem, że kiedyś były tego fragmenty nawet w gimnazjum, jakoś na początku, podczas omawiania średniowiecza. Potem jednak z tego zrezygnowano i chyba nawet w liceum o tym nie napominają. To wszystko sprowadza się do tego, że podążamy za modą z zachodu lub amerykańszczyzną i niedługo będzie w szkołach taki przedmiot jak "koszenie trawy", bo u nich już jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świat podzielono na dwie Strony i stworzono lepszych/gorszych odpowiedników ludzi. Ci lepsi trafili na jedną ze Stron, czyli Lux, a gorsi na Tenebris. Potem stopniowo się wyrównywało i tak dalej.
      Nie wiem, z czym mogło Ci się skojarzyć. Słowa absolutnie moje, na niczym się nie wzorowałam i nie mam pojęcia, gdzie mogło być coś podobnego.
      Czytałam, ale nie w całości. Miałam kiedyś na konkurs, na całość nie było czasu. Ale orientuję się w fabule, bo jest o niej sporo w moim ulubionym odcinku takiego programu, który chyba nazywał się: opowieść o życiu - twórcza moc śmierci. W skrócie jest o tym, dlaczego ludzi fascynuje śmierć (bo czytają kryminały, słuchają heavy metalu) i na czym polega fenomen Dantego.

      Usuń
    2. Gdzieś spotkałem się z podobnym słowami, inaczej wyrażone, podobnie, a znaczyło dokładnie to samo. To było w jakimś filmie, który ostatnio oglądałem. Więc przez to sądziłem, że jest skądś, że jest jakoś sławny.

      Usuń
  11. Dobra, oficjalnie możesz mnie zabić, zakopać, następnie wykopać i zabić raz jeszcze! Tak długo mnie tutaj nie było! Bardzo Cię za to przepraszam. Październik i listopad były dla mnie czasem nader aktywnym, blogosfera zeszła na dalszy plan. Teraz trochę się uspokoiło, chociaż nie obiecuję, że po nowym roku nie będzie takiej powtórki. :<
    Ty widzę, że nie próżnowałaś. :)
    Ogólnie, jak już chyba wcześniej pisałam opowiadanie jest tak groteskowe, że ja sama nie wiem, co miałabym o nim pisać. Sam pomysł mi się podoba, ale czekam na większe rozwinięcie akcji, bo na razie jest tak spokojnie. To oczywiście dobrze, wprowadzasz wszystko stopniowo, nie lecisz na łeb na szyję. :D
    Ogólnie, jak próbuję to sobie wszytko wyobrazić, to mam w głowie sceny jak z jakiegoś horroru, który dopiero się rozkręca. XD Czuje takie napięcie i po prostu wiem, że w końcu coś się wydarzy!
    To ostatnie zdanie w rozdziale mnie tylko w tym utwierdza. :D
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Równie dobrze sama mogłabym tak powiedzieć, bo i mnie dawno nie było u Ciebie. :) Więc rozumiem, rozumiem.
      Coś się wydarzy, mhm... Heh. Dziękuję za komentarz, także pozdrawiam. :)

      Usuń
  12. Straszne i skomplikowane... Naprawdę przerażająca historia dziecka i dla troszkę za skomplikowana. Wiedz, że się pogubię i nie krzycz, gdy będę zadawać pytania:) No, dzisiaj jestem o dwa rozdziały do przodu, ale podejrzewam, że trochę minie, zanim znowu mnie zobaczysz... Sesja to męcząca istota.
    Weny, czasu i sprawnego kompa
    Pozdrawiam
    Rolaka
    z http://granica-olimpu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę całować po rękach, widząc, że mi ufasz i nie boisz się pytać.XD Serio, pytaj, pytaj. I, och, rozumiem. No i w końcu nie chodzi o bycie na bieżąco. Czytaj sobie spokojnie w swoim tempie.
      Także pozdrawiam. :)

      Usuń

W blogosferze jest naprawdę miło, gdy szanujemy się nawzajem i doceniamy czyjąś pracę. :)

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
http://kot-z-maslem.blogspot.com/